MyMenu1

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tonga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tonga. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 21 września 2015

Podsumowanie pierwszego weekendu RWC 2015

Osiem meczów Pucharu Świata za nami. Już teraz można śmiało powiedzieć, że będzie to udana impreza. W pamięć zapadną pełne stadiony, na których bawią się kibice z całego świata, zacięte mecze i przede wszystkim największa niespodzianka w historii – zwycięstwo Japonii nad RPA. 


W piątkowym meczu otwarcia gospodarze turnieju, nie bez kłopotów pokonali waleczną ekipę Fidżi 35:11. Podopieczni Stuarta Lancastera popełnili sporo błędów i z pewnością nie grali tak jak życzyliby sobie tego miejscowi fani. Najważniejszy jednak jest rezultat. Przyłożenie, które zdobył Billy Vunipola w ostatniej minucie meczu zapewniło Anglii punkt bonusowy, co może okazać się niezwykle ważne w ostatecznym układzie grupy A. Bardzo dobrze zaprezentował się obrońca Mike Brown, który zdobył dwa przyłożenia i stanowił najmocniejszy element angielskiej ofensywy. Zawodnicy Fidżi imponowali warunkami fizycznymi i odważną grą. Szczególnie wyróżniał się skrzydłowy Nemani Nadolo, który posturą przypomina legendarnego Jonah Lomu.


Sobotę rozpoczął mecz Tonga – Gruzja. Jak można było się spodziewać spotkanie było ciężką fizyczną batalią. Obie ekipy prezentowały podobny styl gry, jednak Gruzini lepiej wykorzystali swoje atuty i pokonali rywali 17:10. Kluczowym elementem okazała się mocna defensywa. Gruzja oddała aż 201 szarż a Tonga zaledwie 50. Najlepszym zawodnikiem meczu został trzecioliniowiec Mamuka Gorgodze, który zdobył przyłożenie i zapisał na swoim koncie aż 27 szarż!


W drugim sobotnim spotkaniu Irlandia pewnie zwyciężyła Kanadę 50:7. Grą znakomicie dyrygował Jonathan Sexton. 50 000 irlandzkich fanów, którzy oglądali mecz w Cardiff było świadkami aż siedmiu przyłożeń swojego zespołu. Punkty zdobywali: Sean O'Brien, Iain Henderson, Johnny Sexton, David Kearney, Sean Cronin, Rob Kearney i Jared Payne. Kanada odpowiedziała jednym przyłożeniem, za które otrzymała owacje na stojąco. Joe Schmidt nie ukrywał zadowolenia z postawy swojego zespołu. W pomeczowym wywiadzie powiedział, że jego zawodnicy zagrali zgodnie z założeniami, byli zdyscyplinowani, skuteczni w stałych elementach i dobrze wykonali powierzone im zadania.


Największą niespodziankę w historii Pucharu Świata sprawiła drużyna Japonii, która pokonała RPA 34:32! Skazani na pożarcie Japończycy zaskoczyli rywali swoim stylem gry. Byli dynamiczni, szybcy i zdeterminowani, zagrali mądrze taktycznie i przez duże fragmenty meczu dyktowali warunki spotkania. Znakomicie radzili sobie w przegrupowaniach i imponowali dyscypliną. Kluczowym momentem meczu była decyzja kapitana, który w 79. minucie przy stanie 29:32 dla RPA zdecydował, że karnego zamieni na młyn mimo, że stosunkowo łatwy kop na słupy zapewniał remis. Odwaga się opłaciła. W 84. minucie zwycięskie przyłożenie zdobył Karne Hesketh. Japonia dokonała czegoś, co wydawało się niemożliwe, w pełni zasłużenie wygrała z jedną z najlepszych drużyn na świecie. Olbrzymie brawa należą się całemu zespołowi oraz trenerowi Eddiemu Jonesowi, który tak znakomicie przygotował ekipę. Cały rugbowy świat jest pod wrażeniem wyczynu, który na długo zapadnie w pamięć.


W czwartym sobotnim meczu Francja pokonała Włochy 32:10. Mecz nie należał do najpiękniejszych. Zawodnicy obu zespołów mieli problemy z zachowaniem dyscypliny.  Kluczowym graczem Francji okazał się doświadczony Frederick Michalak, który skutecznie egzekwował kopy na bramkę i zdobył aż 19 punktów. Mimo dość wysokiej przewagi, trójkolorowi nie zdołali zdobyć czterech przyłożeń, a ich gra pozostawiała wiele do życzenia. Aby myśleć o zajęciu pierwszego miejsca w grupie podopieczni Phlippe’a Saint-Andre będą musieli zaprezentować się znacznie lepiej, szczególnie w starciu z Irlandią.


Niedzielę rozpoczęło spotkanie Samoa – USA. Mecz był dość wyrównany jednak Samoańczycy byli bardziej zdyscyplinowali. Popełniali mniej błędów, skutecznie wykorzystywali karne po przewinieniach rywali i zasłużenie wygrali 25:16. Trener Stephen Betham powiedział, że jego ekipa zbyt często podejmowała ryzyko podając piłkę w ryzykownych sytuacjach, ostatecznie jednak jest zadowolony z postawy graczy i końcowego rezultatu. W najbliższą sobotę Samoa zmierzy się z drużyną Springboks, która z pewnością będzie chciała zrehabilitować się po porażce z Japonią. Zapowiada się ciekawy mecz, który będę miał przyjemność obejrzeć z trybun.


Walia pokonała w Cardiff Urugwaj 54:9. Bonusowe zwycięstwo zostało jednak okupione nowymi kontuzjami. Warren Gatland już wcześniej stracił kilku kluczowych zawodników a niedzielny mecz dostarczył nowych zmartwień. Urazów doznali Cory Allen, Samson Lee, Liam Williams, Dan Lydiate, Aaron Jarvis i Paul James. Początek meczu należał do graczy Urugwaju, którzy radzili sobie całkiem dobrze, trafili dwa karne i wyszli na prowadzenie. Walijczycy potrzebowali kwadransa, aby nieco uporządkować grę. Ostatecznie zgodnie z oczekiwaniami zaczęli budować przewagę punktową. Jeszcze przed przerwą zapewnili sobie punkt bonusowy, a po zmianie stron dołożyli kolejne cztery przyłożenia, łącznie zdobywając ich osiem. Trzy z nich na swoim koncie zapisał Cory Alen. Biorąc pod uwagę plagę kontuzji oraz stosunkowo niewysokie zwycięstwo, nad pół-amatorskim zespołem rywali, sytuacja Walii nie wygląda najlepiej. W grupie znajdują się bowiem groźne reprezentacje Anglii, Australii i Fidżi.


Weekend zamknął pojedynek Nowej Zelandii z Argentyną. Mecz na Wembley obejrzało aż 89 019 fanów, co jest nowym rekordem Pucharu Świata (poprzedni został ustanowiony w 2003 i wynosił 82 957). Mistrzowie Świata zwyciężyli 26:16, ale spotkanie nie należało do łatwych. Pumy postawiły twarde warunki i pierwszą połowę wygrały 12:13. All Blacks popełniali wyjątkowo dużo błędów i mieli problemy z dyscypliną. Żółtą kartę za wyjątkowo nierozsądny faul otrzymał kapitan Richie McCaw. Niedługo później na ławkę kar usiadł Conrad Smith i Nowa Zelandia grała w trzynastu. Po zmianie stron Argentyna zwiększyła przewagę do 12:16, jednak mistrzowie świata nie pozwolili na nic więcej. Poprawili grę i przechylili szalę zwycięstwa na własną stronę. Dobrze zaprezentowali się Sonny Bill Williams, który tradycyjnie imponował znakomitymi podaniami „na kontakcie” oraz łącznik młyna Aaron Smith, który był jednym z najlepszych zawodników na boisku.

Kibiców czekają teraz dwa dni odpoczynku, pucharowe zmagania powrócą w środę (23.09.15). Szkocja zagra z Japonią, Australia z Fidżi a Francja z Rumunią.