MyMenu1

piątek, 12 września 2014

Kup bilety na Puchar Świata w rugby!



RWC 2015 zbliża się wielkimi krokami. W Anglii coraz częściej widzi się przygotowania do największej rugbowej imprezy na świecie. Dziś kolejna niezwykle ważna data, na którą czekali kibice na całym świecie. Ruszyła sprzedaż biletów! Co prawda szczęśliwcy będący zarejestrowanymi członkami RFU mogli dokonać zakupów już kilka miesięcy temu, ale dla większości fanów kluczową datą jest 12 września.

Do sprzedaży trafiło milion biletów, można je kupować od dziś do 29 września 2014 roku. Ceny są bardzo przystępne, najtańsze miejsca kosztują 15 funtów dla dorosłego i 7 funtów dla dziecka. Kibice mogą nabyć do czterech biletów na mecz, a dla osób pragnących wybrać się większą grupą przewidziano 15 spotkań, na które można zamówić do 15 miejsc.

Warto dobrze się zastanowić, na które spośród 48 meczów się wybrać. Nie ma znaczenia, kiedy dokona się rezerwacji. Ważne, aby zmieścić się w terminie 12-29 września. Jeśli będzie więcej chętnych niż wolnych miejsc, szczęśliwcy zostaną wybrani drogą losowania. Każdy ma więc równe szanse.

UWAGA! bardzo ważna informacja. Zakupów należy dokonywać tylko na oficjalnej stronie Pucharu http://tickets.rugbyworldcup.com/ gdzie najpierw trzeba założyć konto. Rejestracja jest prosta i szybka i nie powinna sprawić problemów. Organizatorzy przestrzegają przed kupnem z innych źródeł, gdzie można paść ofiarą oszustów.

Jeśli ktoś dokona zakupu, a z jakichś przyczyn nie będzie mógł wybrać się na mecz, bilety będzie można odsprzedać na oficjalnej stronie.

Gorąco zachęcam wszystkich kibiców i pasjonatów rugby do rejestracji na http://tickets.rugbyworldcup.com/ i wzięcia udziału w największym święcie rugby. Puchar Świata, który odbędzie się w Anglii w 2015 roku, dla wielu z nas jest pewnie najlepszą okazją do zasmakowania tej niebywałej atmosfery. Za 4 lata impreza trafi do Japonii, a kiedy znowu zawita w Europie nie wiadomo. Warto więc dołożyć wszelkich starań by spełnić marzenia już teraz.

Do zobaczenia na meczach!

środa, 3 września 2014

Aviva Premiership – zapowiedź sezonu 2014/2015


Już za kilka dni startuje nowy sezon Aviva Premiership. Angielska liga przez wielu kibiców i ekspertów rugby uważana jest za jedną z najlepszych i najbardziej ekscytujących na świecie. W ostatnich dziesięciu latach aż sześć różnych klubów stawało na najwyższym stopniu podium. W sezonie 2013/2014, jeszcze na dwie kolejki przed końcem rundy zasadniczej, sześć zespołów miało szansę na awans do fazy play-off. Wygląda na to, że Puchar Świata, który w 2015 roku odbędzie się w Anglii, doda jeszcze więcej smaku do i tak bardzo zawziętej rywalizacji. Podobnie jak w poprzednich latach, także tym razem zapraszam do zapoznania się z informacjami, jakie przygotowałem na temat każdej z drużyn. Tradycyjnie pokusiłem się również o wytypowanie ostatecznej kolejności, w jakiej moim zdaniem kluby zakończą rundę zasadniczą. Pod nazwą każdej drużyny podaję przewidywaną pozycję, a liczba w nawiasie oznacza miejsce z poprzedniego sezonu w rundzie zasadniczej.


Saracens 1 (1)
W ostatnich latach Saracens stali się prawdziwą potęgą. Klub przeszedł sporą metamorfozę i obecnie należy do ścisłej elity, w każdym sezonie stawiając sobie za cel najwyższe trofea. Porażka w finale Premiership i Heineken Cup na pewno dodatkowo zmotywuje ekipę, bowiem zarówno zawodnicy, jak i sztab szkoleniowy są głodni sukcesów. Szeroki skład, pełen doświadczonych zawodników, zmienił się w niewielkim stopniu. Jedyną poważną stratą będzie brak kapitana Steve’a Borthwicka, który zakończył karierę. Nowym liderem został Alastair Hargreaves. Saracens wiodą prym nie tylko na boisku. Klub jest prekursorem wielu ciekawych rozwiązań i wydaje się być zawsze o krok przed rywalami. Począwszy od organizowania meczów przyciągających dziesiątki tysięcy kibiców (m.in. na stadionie Wembley), poprzez grę na nowoczesnym obiekcie Allianz Park ze sztuczną murawą, a na wyjazdach integracyjnych (np. na Octoberfest, do Nowego Jorku czy do Afganistanu) kończąc. Opieka klubu nad graczami Saracens i ich rodzinami jest powszechnie znana w Anglii – na obiektach klubu założono np. przedszkole dla dzieci zawodników. Trenerzy mając do dyspozycji grupę światowej klasy rugbistów, przyjęli politykę dużej rotacji składu, dzięki czemu gracze nie są nadmiernie eksploatowani, a zmiennicy są równie skuteczni jak „pierwsza XV”. Sądzę, że Sarries kolejni raz będą bardzo trudni do pokonania i tym razem zakończą sezon z co najmniej jednym pucharem.

Transfery:
Doszli: Jim Hamilton (Montpellier), Juan Figallo (Montpellier), Mike Ellery (Reprezentacja Anglii w rugby 7), Kieran Longbottom (Force)
Odeszli: Steve Borthwick (zakończył karierę), Nick Auterac (Bath), Matt Stevens (Natal), Max Crumpton (Bristol), James Short (London Irish), Nick Fenton-Wells (Bedford), Jared Saunders (Bedford), Eoin Sheriff (Bedford), Tom Jubb (Plymouth Albion), Joel Tomkins (Wigan RL), Michael Tagicakibau (Scarlets)


Leicester Tigers 2 (3)
Najbardziej utytułowany angielski klub, dziesięciokrotny mistrz i jedyny zespół, który wystąpił w dziewięciu finałach ligi z rzędu. Poprzedni sezon Tigers zakończyli na trzecim miejscu, kończąc walkę o złoty medal w półfinałach. Ten rezultat traktowany jest na Welford Road jako niepowodzenie i zarówno trener Richard Cockerill, jak i jego drużyna będą starali się wypaść lepiej i spróbują sięgnąć po najwyższe laury w Anglii lub Europie. Tigers wzmocnili formację młyna trzema reprezentantami Włoch – do składu dołączą: młynarz Leonardo Ghiraldini, filar Michele Rizzo i trzecioliniowiec Robert Barbieri. Odważnym posunięciem było pozyskanie łącznika ataku Freddiego Burnsa, który jest bardzo utalentowanym zawodnikiem, ale w ekipie Gloucester prezentował nierówną formę. Jeśli jednak Burns szybko wpasuje się w styl gry swojej nowej drużyny, to może stać się idealnym graczem do uaktywnienia i pełnego wykorzystania potencjału bardzo silnej formacji ataku. Manu Tuilagi, Vereniki Goneva czy Christian Loamanu są niezwykle trudni do zatrzymania, zwłaszcza jeśli piłkę rozprowadza zdolna dziesiątka. Sądzę, że Tigers będą niezwykle trudnym przeciwnikiem i moim zdaniem w tym sezonie są jednym z faworytów do tytułu.

Transfery:
Doszli: Freddie Burns (Gloucester), Laurence Pearce (Rotherham), Christian Loamanu (Treviso), Leonardo Ghiraldini (Treviso), Robert Barbieri (Treviso), Michelle Rizzo (Treviso), Seremaia Bai (Castres), Aniseko Sio (bez klubu), Ricardo Brugnera (z akademii)
Odeszli: Thomas Waldrom (Exeter), Boris Stankovich (NG Dragons), Ryan Lamb (Worcester), Ryan Bower (Worcester), Toby Flood (Toulouse), Scott Steele (London Irish), George Chutter (zakończył karierę), Joe Cain (zakończył karierę), Rob Hawkins (Newcastle), Harry Wells (Bedford), Jerome Schuster (Tarbes), Pasqualle Dunn, Lucas Guillaume, Harry Rudkin, Daniel Bowden (Blues), Henry Purdy (Gloucester), Michael Noone (Jersey)


Northampton Saints 3 (2)
Po tryumfie w sezonie 2013/2014, rugbistów Saints czeka zupełnie nowe i niezwykle trudne wyzwanie – obrona tytułu. W myśl zasady „bij mistrza”, każdy z przeciwników będzie dodatkowo zmotywowany, aby zdobyć cenny skalp na „Świętych”. Trener Jim Mallinder, który po sukcesie podpisał z klubem kontrakt na kolejne pięć lat, dysponuje niemal tą samą, zwycięską ekipą co w poprzednim sezonie. Przy tak silnym składzie Northampton Saints nie ma się co dziwić, że ruch na rynku transferowym był niewielki. Gwiazdy grające w reprezentacjach krajów, jak np. Alex Corbisiero, Dylan Hartley, Courtney Lawes, Tom Wood, Lee Dickson, Stephen Myler, Ben Foden, George North czy Samu Manoa należą do światowej elity. Utalentowani zawodnicy w połączeniu z wybitnym trenerem kolejny raz będą mierzyć w najwyższe trofea i kolejny raz będą niezwykle trudni do zatrzymania. Ich słabym punktem może stać się ich największy atut. W okresie gdy większość najlepszych zawodników zostanie powołana na mecze kadry, Saints odczują stratę bardziej niż inne zespoły. Sądzę, że mogą wtedy stracić ligowe punkty, ale miejsce w play-offach i tak wydaje się być niemal pewne.

Transfery:
Doszli: Alex Day (z akademii), Tom Stephenson (z akademii), Joel Hodgson (Newcastle Falcons)
Odeszli: Gerrit-Jan van Velze (Worcester), Danny Herriott (Jersey), Ryan Glynn (Jersey), Paul Diggin (zakończył karierę), Sam Harry, Fa’atoina Autagavaia (USO Nevers)


Bath 4 (5)
Bath, który należy do najbardziej utytułowanych angielskich klubów, pragnie powrócić do czasów świetności. W latach dziewięćdziesiątych był jedną z największych rugbowych potęg w Europie. Dobry poprzedni sezon, zakończony na piątym miejscu, oraz zastrzyk pieniędzy od nowego właściciela sugerują, że plan może się powieść. Najbardziej spektakularnym transferem było pozyskanie gwiazdy rugby trzynastoosobowego – Sama Burgessa. Ten utalentowany gracz, przez wielu ekspertów uważany jest za następcę Jasona Robinsona, wróży mu się świetlaną przyszłość i oczekuje, że szybko stanie się liderem nie tylko drużyny Bath, ale także reprezentacji Anglii. Czy transfer między kodami rzeczywiście okaże się tak korzystny, o tym przekonamy się w przeciągu najbliższych miesięcy. Innym kluczowym graczem z pewnością będzie łącznik ataku George Ford, który w poprzednim sezonie zdobył ponad połowę wszystkich punktów swojej drużyny. Oczekiwania wobec ekipy są wysokie, a awans do fazy play-off traktowany jest na Recreation Ground jako minimum. Jeśli zawodnicy będą w stanie wytworzyć w sobie mentalność zwycięzców i poradzą sobie z presją meczów wysokiej rangi, to kto wie, może będziemy świadkami narodzin nowego potentata.

Transfery:
Doszli: Henry Thomas (Sale Sharks), Nick Auterac (Saracens), Sam Burgess (South Sydney Rabbittohs), Luke Arscott (Exeter Chiefs), Grant Shiells (Newcastle Falcons), Will Spencer (z akademii)
Odeszli: Anthony Perenise (Bristol), Nick Koster (Bristol), Nick Abendanon (Clermont Auvergne), Charlie Beech (Leeds Carnegie), Tom Biggs (Worcester Warriors), Eusebio Guinazu, Ryan Caldwell (Exeter Chiefs), Tom Heathcote (Edinburgh), Martin Roberts (Ospreys)


Sale Sharks 5 (6)
Tradycyjnie najtrudniej jest mi przewidzieć formę mojej ulubionej drużyny, której kibicuję od wielu lat. Sale Sharks pod przewodnictwem Steve’a Diamonda są nieobliczalni. Dwa sezony temu omal nie spadli z ligi, a w następnym włączyli się do walki o fazę play-off i bez większych trudności zagwarantowali miejsce w European Rugby Champions Cup. Kluczowym zawodnikiem jest Danny Cipriani, którego forma stale rośnie. Oprócz niego warto zwrócić uwagę na Marka Cueto, który jest rekordzistą pod względem zdobytych przyłożeń w Premiership. Do zespołu dołączyli m.in. Alberto di Marchi i Nathan Hines oraz były zawodnik Sale – Magnus Lund – wszyscy wzmocnią formację młyna. W ataku przybył reprezentant Włoch Luke McLean oraz doświadczony szkocki łącznik ataku Chris Cusiter. Stosunkowo niewielkie zmiany w składzie świadczą o tym, że trener jest zadowolony z postawy graczy i balansu, jaki panuje w drużynie. Pewnym osłabieniem będzie strata Henry’ego Thomasa, Jamesa Gaskella i Roba Millera, ale sądzę, że ich zastępcy poradzą sobie dobrze. Skład nie zostanie zbyt osłabiony podczas meczów międzypaństwowych, a AJ Bell Stadium z nieprzyjazną zimną i deszczową aurą północno-zachodniej Anglii może okazać się trudnym bastionem do zdobycia. Myślę, że Sale Sharks zakończą ligę w pierwszej szóstce i będą silną ekipą środka tabeli.

Transfery:
Doszli: Nathan Hines (Clermont), Chris Cusiter (Glasgow), Alberto De Marchi (Treviso), Luke McLean (Treviso), Darren Fearn (Bedford), Magnus Lund (Biarritz)
Odeszli: Henry Thomas (Bath), Dwayne Peel (Bristol), James Gaskell (Wasps), Rob Miller (Wasps), Tom Holmes (Rotherham), Kirill Kulemin (Perpignan), Tony Buckley (zakończył karierę)


Harlequins 6 (4)
Jedynym nowym nabytkiem dużego kalibru w ekipie Quins jest znakomity skrzydłowy Marland Yarde. Nie znaczy to jednak, że w składzie brakuje gwiazd. Reprezentanci Anglii: Joe Marler, Chris Robshaw, Danny Care i Mike Brown to liderzy, jakich pozazdrościć może niejeden zespół. W tym sezonie, podobnie jak w poprzednich, ciężar gry będzie opierał się właśnie na nich i to od formy wymienionych zawodników w dużej mierze zależeć będzie obraz gry Harlequins. Nowym kapitanem został Joe Marler, który przejął opaskę od Chrisa Robshawa. To posunięcie wydaje się być bardzo korzystne. Z jednej strony zmniejszy presję, jaka ciąży na trzecioliniowcu, a z drugiej pozwoli w pełni rozkwitnąć przywódczym cechom Marlera. Harlequins zapewne znowu wezmą udział w walce o fazę play-off, ale tym razem inne kluby wydają się być lepiej przygotowane. Szczególnie jeśli chodzi o okres gdy trzeba będzie radzić sobie bez kadrowiczów. Sądzę, że drużyna zaprezentuje dobre, ekscytujące rugby, ale zakończy sezon poza pierwszą czwórką.

Transfery:
Doszli: Jack Clifford, George Merrick, Sam Stuart, Sam, Twomey, Charlie Walker (wszyscy z akademii), Marland Yarde (London Irish), Asaeli Tikoirotuma (Chiefs)
Odeszli: Tom Guest (London Irish), Sam Smith (Worcester), Maurie Fa’asavatu (Oyonnax), Nick Kennedy (zakończył karierę), Paul Sackey (zakończył karierę), Tim Molenaar (London Welsh), Nic Mayhew (North Harbour)


Gloucester 7 (9)
„Biało-wiśniowi” przeszli olbrzymią metamorfozę. Klub ma nowego właściciela, który szybko zabrał się do pracy i nie żałując środków przyciągnął wiele talentów. Zaszły zmiany w sztabie szkoleniowym – nowymi trenerami zostali David Humphreys, który zbudował potęgę w Ulster oraz Laurie Fisher pracujący wcześniej z zespołem Brumbies. Niezbyt mocna formacja młyna, która w zeszłym sezonie była piętą achillesową drużyny, została wzmocniona, i to nie byle kim. Do pierwszej piątki dołączyli m.in. Richard Hibbard, Tom Palmer oraz John Afoa. Nowe twarze w ataku to m.in. doświadczeni Greig Laidlaw i James Hook. Gloucester dysponuje teraz dużym potencjałem i sądzę, że wkrótce może stać się bardzo niewygodnym przeciwnikiem. Ambicją klubu jest oczywiście awans do pierwszej czwórki i na papierze wydaje się być to całkiem realne. Moim zdaniem ten sezon będzie jednak etapem przejściowym. Zespół potrzebuje czasu, aby się zgrać, a przed trenerami wiele pracy, by zbudować dobrze naoliwioną maszynę będącą postrachem w lidze.

Transfery:
Doszli: John Afoa (Ulster), Richard Hibbard (Ospreys), Mariano Galarza (Worcester), Greig Laidlaw (Edinburgh), Aled Thomas (Scarlets), Mark Atkinson (Bedford), Tom Isaacs (Ospreys), Steve McColl (Yorkshire Carnegie), Jacob Rowan (Yorkshire Carnegie), Tom Palmer (Wasps), James Hook (Perpignan), Callum Braley (Bristol), Henry Purdy (Leicester), Elliott Stooke (z akademii), Billy Burns (z akademii), Ross Moriarty (z akademii), Aleki Lutui (Edinburgh)
Odeszli: Will James, Andy Hazell, Tim Taylor, Mike Tindall (zakończyli karierę), Matt Cox (Worcester), Ryan Mills (Worcester), Dan George (Worcester), Tavis Knoyle (Cardiff Blues), Tom Heard (Plymouth Albion), Thomas Young (Wasps), Freddie Burns (Leicester), Huia Edmonds (Narbonne), Jonny Bentley (Jersey), Rupert Harden (Treviso), Koree Britton (London Welsh), Drew Cheshire (Moseley), Jimmy Cowan (Tasman), Andrew Bulumakau (Doncaster), Lua Lokotui, Martyn Thomas


Wasps 8 (7)
Jeszcze niedawno London Wasps znani byli z tego, że mieli w składzie wielu własnych wychowanków. Odkąd klubem zarządza Derek Richardson, strategia zmieniła się i zamiast na szkolenie, postawiono na poważne zakupy. Z nazwy usunięto „London”, co ma sprzyjać lepszej promocji marki. Wasps posiada aktualnie bardzo utalentowaną grupę zawodników, którzy są w stanie grać jak równy z równym z większością europejskich klubów. Do drużyny dołączyli m.in. James Gaskell i Rob Miller z Sale oraz Alapati Leiua z Hurricanes. Dwa żądła w postaci Christiana Wade’a i Toma Varndella powinny gwarantować wiele przyłożeń, o ile otrzymają szybką piłkę. Pierwsza XV jest naprawdę mocna, ale ławka rezerwowych nie wygląda już tak imponująco. Myślę, że skład Wasps nie jest wystarczająco szeroki i w razie kontuzji, lub powołania na kadrę, zmiennicy mogą nie sprostać zadaniu. 

Transfery:
Doszli: Bradley Davies (Cardiff Blues), James Gaskell (Sale), Rob Miller (Sale), Lorenzo Cittadini (Treviso), Ruaridh Jackson (Glasgow), Alapati Leiua (Hurricanes), Ed Shervington (Worcester), Buster Lawrence (Moseley), Thomas Young (Gloucester), Alex Lozowski (Yorkshire Carnegie), Will Rowlands (z akademii), John Yapp (Edinburgh)
Odeszli: Neil Cochrane (Edinburgh), Hugo Southwell (zakończył karierę), Tom Palmer (Gloucester), Liam O’Neill (Nottingham), Tommy Bell (Jersey), Rory Pitman (Scarlets), Joe Carlisle (Treviso), Ricky Reeves (London Welsh), Taione Vea (London Welsh), Charlie Hayter (repr. Anglii w rugby 7), Andrew Suniula


Exeter 9 (8)
W ostatnich sezonach Chiefs zyskali sobie wiele sympatii. Drużyna, której wróżono szybki spadek z Premiership, stała się silnym zespołem środka tabeli. Mimo że w składzie nie było i nie ma wielkich gwiazd, praca zespołowa, bardzo dobre przygotowanie i niezwykła ambicja zawodników sprawiła, że Exeter stał się trudnym przeciwnikiem. Już nikt nie pozwala sobie na lekceważenie zespołu z Devon. Być może to właśnie jest jednym z czynników, które sprawiły, że klub zakończył sezon dopiero na ósmej pozycji. Efekt zaskoczenia już minął, rywale wiedzą czego się spodziewać i zdążyli przygotować odpowiednią odpowiedź. Uważam, że Chiefs nadal będą niebezpieczni, zwłaszcza u siebie, ale podobnie jak poprzednio, uplasują się poza pierwszą szóstką. 

Transfery:
Doszli: Thomas Waldrom (Leicester), Moray Low (Glasgow), Thomas Francis (London Scottish), Mitch Lees (London Welsh), Elvis Taione (Jersey), Ryan Caldwell (Bath), Adam Hughes (Bristol), Chrysander Botha (Lions)
Odeszli: Hoani Tui (Lyon), Craig Mitchell (Cardiff Blues), Romana Graham (La Rochelle), Jason Shoemark (Hawke’s Bay), Chris Whitehead (zakończył karierę), James Hanks (zakończył karierę), Tom Cowan-Dickie (Plymouth Albion), Lloyd Fairbrother (NG Dragons), Luke Arscott (Bath), Jamie Phillips (London Scottish)


Newcastle Falcons 10 (11)
Doświadczony trener Dean Richards od kilku sezonów stara się zbudować wystarczająco szeroki skład, aby spokojnie uplasować się w środku tabeli. Do tej pory nie udawało się to zbyt dobrze, Falcons walczyli o utrzymanie. Ich największym problemem było zdobywanie punktów. Zdołali zgromadzić zaledwie 281 punktów i przyłożyć piłkę na polu punktowym przeciwników jedynie 23 razy. Nic dziwnego, że zespół zwyciężył tylko trzy spotkania. Rozwiązaniem problemu ma być m.in. Alesana Tuilagi. Niezwykle niebezpieczny zawodnik, który w sezonie 2010/2011 zdobył najwięcej przyłożeń w lidze. Wygląda na to, że zmianie ulegnie również taktyka zespołu, do tej pory oparta na grze młyna. Zainwestowano w nową sztuczną murawę 4G, która sprzyja szybkiej grze. Myślę, że mimo tych zabiegów, skład nie jest jeszcze gotowy, aby rzeczywiście na stałe zagościć w środku tabeli. Prawdopodobnie wizyta na północy Anglii okaże się dla kilku zespołów nieprzyjemna. Falcons mogą przysporzyć paru niespodzianek. Powinni także uchronić się przed bezpośrednim zagrożeniem spadkiem, ale sezon zakończą raczej w dolnej części tabeli.

Transfery:
Doszli: Juan Pablo Soccino (Rotherham), RukiTipuna (Bristol), Calum Green (Yorkshire Carnegie), Rob Hawkins (Leicester), Eric Fry (London Scottish), Alesana Tuilagi (NTT Shining Arcs), Andy Tuilagi (NG Dragons), Josh Furno (Biarritz), Ulili Kolo’ofai (Colomiers), Kane Thompson (Chiefs)
Odeszli: Chris Pilgrim (Yorkshire Carnegie), James Fitzpatrick (Yorkshire Carnegie), Fraser McKenzie (Edinurgh), Franck Montanella (Biarritz), Alex Crockett (zakończył karierę), Joel Hodgson (Northampton), Grant Shiells (Bath, Harry Spencer (Macon)


London Welsh 11 (mistrz Championship)
Beniaminek, który już raz zakosztował smaku Aviva Premiership powraca. London Welsh pokonali w finale bardzo silny zespół Bristol i zasłużenie znaleźli się w szeregach najlepszych. Zadanie na nowy sezon jest jasne – pozostać wśród elity. Myślę, że tym razem utrzymanie w lidze jest bardziej realne niż poprzednio. Klub był bardzo aktywny na rynku transferowym. Doszło aż 25 nowych zawodników, a 20 postanowiło grać gdzie indziej. Najbardziej spektakularnym nabytkiem jest bez wątpienia Piri Weepu! Nowozelandzki łącznik młyna jest jednym z najlepszych zawodników na swojej pozycji i na pewno wniesie do gry dużo doświadczenia. U jego boku wystąpi inny weteran – łącznik ataku Olly Barkley. Ten duet powinien być w stanie skutecznie dowodzić grą. Pozostaje pytanie, czy tak przemodelowany skład zdąży zgrać się wystarczająco szybko. Czy duch, który poniósł do zwycięstwa w Championship, nie uleciał wraz z zawodnikami, którzy odeszli? 

Transfery:
Doszli: Olly Barkley (Scarlets), Nic Reynolds (Scarlets), Tristan Roberts (Bristol), Chris Elder (Plymouth), Paul Rowley (Plymouth), Taione Vea (Wasps), Ricky Reeves (Wasps), Shane Cahill (Cornish Pirates), James Sandford (Cornish Pirates), Jack Gilding (Viadana), Jimmy Litchfield (Hartpury), Nathan Taylor (Hartpury), Cameron Goodhue (Worcester), Dean Schofield (Worcester), Jesse Liston (Blackheath), Josh McNally (Henley), Koree Britton (Gloucester), Tim Molenaar (Harlequins), Darren Waters (NG Dragons), Lachlan McCaffrey (Brumbies), Pablo Henn (Limoges), Piri Weepu (Blues), Eddie Aholelei (Rebels), James Down (Cardiff Blues), Ben Cooper (Bedford)
Odeszli: Mitch Lees (Exeter), Billy Moss (Bedford), Peter Edwards (Scarlets), Kevin Davis (Ealing), Tai Tuisamoa (London Scottish), Cai Griffiths (Ospreys), James Tideswell (Yorkshire Carnegie), Andy Titterrell (zakończył karierę), Ollie Frost (zakończył karierę), Sonny Parker (zakończył karierę), Joe Ajuwa, Rob Andrew, Mike Denbee, Alec Hepburn, Toby L’Esragne, Ian Nimmo, John Quill, Hudson Tonga’uiha


London Irish 12 (10)
W poprzednim sezonie London Irish byli typowani jako jeden z kandydatów do spadku. Mimo że ostatecznie uplasowali się na dziesiątej pozycji, to ich gra pozostawiała wiele do życzenia. Chociaż udało się nieco wzmocnić formację młyna, to z ataku odeszło kilku kluczowych zawodników. Marland Yarde, Sailosi Tagicakibau i James O’Connor postanowili zmienić barwy. Według mnie Irish będą mieli spory problem z pozostaniem w Premiership. Patrząc na obecny skład, trudno wytypować zawodników, którzy byliby w stanie odwrócić bieg spotkania i zbudować akcję „z niczego”, jak czasem robili to wspomniani wcześniej gracze. 

Transfery
Doszli: Tom Court (Ulster), Tom Guest (Harlequins), Eoin Griffin (Connacht), Luke Narraway (Perpignan), Daniel Leo (Perpignan), James Short (Saracens), Geoff Cross (Edinburgh), Sean Cox (Edinurgh), Scott Steele (Leicester), Conor Gilsenan (Leinster), Chris Noakes (Blues)
Odeszli: Marland Yarde (Harlequins), James O’Connor (Toulon),Declan Danaher (zakończył karierę), Ian Gough (NG Dragons), Ian Humphreys (Ulster), CJ van der Linde (Eastern Province), Setaimata Sa (Hull RL), Bryn Evans (Biarritz), Chris Hala’ufia (Scarlets)

niedziela, 24 sierpnia 2014

Fantastyczne mecze drugiej rundy Rugby Championship


Tydzień temu kibice oglądali dwa niezbyt piękne mecze, w których padło zaledwie jedno przyłożenie. Druga runda Rugby Championship nadrobiła braki z nawiązką. Zdobyto aż 14 przyłożeń a oba spotkania były pokazem wspaniałego rugby w wykonaniu najlepszych.



Nowa Zelandia zdemolowała Australię
Jeśli ktoś wątpił w formę Nowej Zelandii i jej kapitana Richiego McCaw to sobotni mecz rozwiał chyba wszelkie wątpliwości, nie pozostawiając złudzeń, co do tego kto jest najlepszy na świecie. Rozdrażnieni remisem z Australią All Blacks, wyszli na rewanżowy mecz zdeterminowani by udowodnić, że rezultat sprzed tygodnia był tylko drobnym wypadkiem przy pracy a ich supremacja pozostaje niezachwiana. Nowa Zelandia zagrała jedno z najlepszych spotkań w tym roku i wydawało się, że w każdym elemencie jest o poziom wyżej od rywali. 50 punktów zdobytych przeciwko trzeciej drużynie w rankingu IRB mówi samo za siebie.

Mecz zaczął się po myśli Wallabies, którzy już w pierwszej minucie zapisali na swoim koncie 3 punkty, gdy Kurtley Beale kopnął piłkę między słupki. Chwilę później tym samym odpowiedział Aaron Cruden. Kopacze wymienili jeszcze po jednym karnym i w 13 minucie było 6:6. Richie McCaw ukarany został żółtą kartką – dopiero drugą w 129 meczach – i Australia z pewnością liczyła, że będzie to zwrotny moment meczu. Nowa Zelandia poradziła sobie świetnie, nie tylko nie stracili punktów, ale okres gry ze stratą zawodnika wygrali 3:0. Mistrzowie świata rozkręcali się z minuty na minutę, zwiększali tempo i dynamikę gry, konstruując coraz śmielsze ataki. W 22. minucie zawodnik Australii – Rob Simmons poszedł na 10 minut na ławkę kar. To wystarczyło, by All Blacks odeszli rywalom na bezpieczną odległość. W 27. minucie Nowa Zelandia wykorzystała przewagę gracza w młynie zwartym i sędzia był zmuszony podyktować karną piątkę. 3 minuty później wspaniały kontratak zakończył Julian Savea. Cruden podwyższył oba przyłożenia i było 23:6. Takim wynikiem zakończyła się pierwsza połowa.

Po zmianie stron gospodarze kontynuowali szybką grę a ich ataki przysparzały coraz więcej problemów przyjezdnym. W 53. minucie po kolejnym ładnym zagraniu Richie McCaw zdobył przyłożenie, Cruden dołożył 2 punkty z podstawki i było 30:6. Niedługo później dobrze skonstruowany maul wjechał na pole punktowe przeciwnika i McCaw zaliczył drugie w tym meczu punkty. W 60. minucie swoją „piątkę” dopisał Kieran Read. Cruden celnie egzekwował podwyższenia i było aż 44:6! Po indywidualnych akcjach Israela Folau i Michaela Hoopera Australia zdołała nieco zmniejszyć rozmiary porażki. Na 15 minut przed końcem spotkania było 44:20. Ostatnie słowo należało jednak do gospodarzy, Steven Luatua położył piłkę między słupami a kop Aarona Smitha ustalił wynik na 51:20.

Nowa Zelandia pokazała prawdziwą mistrzowską klasę, przeciwnicy nie byli w stanie odpowiedzieć na tak intensywne tempo gry. All Blacks kolejny raz udowodnili, że są największą rugbową potęgą. Wszyscy zawodnicy zagrali bardzo dobrze a akcje, które konstruowali zapierały dech w piersiach. Na specjalne wyróżnienie z pewnością zasłużył kapitan Nowej Zelandii Riche McCaw, który do swojej imponującej kariery dopisał kolejne rekordy. Poniżej przypomnę kilka z nich. W 129 meczach w reprezentacji (żaden zawodnik młyna nie zagrał więcej) odniósł 114 zwycięstw (najwięcej na świecie). Jako kapitan prowadził zespół All Blacks aż 92 razy, zwyciężając 81 spotkań. Zdobył 23 przyłożenia – rekord wśród zawodników młyna, a 11 przyłożeń przeciwko Australii to największa ilość jaką zdobył jeden gracz przeciwko jednemu krajowi. 


Argentyna o włos od historycznego sukcesu
Rewanżowy mecz w Salta, gdzie Pumy podejmowały Springboki odbywał się w upalny dzień sprzyjający szybkiej grze. Tym razem reprezentacja RPA nie może usprawiedliwiać się trudnymi warunkami pogodowymi jak miało to miejsce przed tygodniem. Podopieczni Heyneke Meyera odnieśli bardzo szczęśliwe zwycięstwo, ale forma zawodników pozostawiała wiele do życzenia. Mecz toczył się pod dyktando gospodarzy, którzy przeważali niemal w każdym elemencie gry - muszę przyznać, że tak dobrze grającej Argentyny jeszcze nie widziałem! Młynarze zdominowali rywali, kilka razy wręcz ośmieszając zawodników RPA w młynach zwartych, które zazwyczaj stanowiły groźną broń Springboks. Pumy od pierwszych minut spotkania narzuciły swój styl, kreowały bardzo niebezpieczne, szybkie i dynamiczne akcje. Przyjezdni zostali zepchnięci do defensywy i w pierwszej połowie niemal nie istnieli. Przewaga terytorialna gospodarzy wynosiła aż 67% a posiadanie piłki 61%. 

Argentyńczycy nie byli w stanie w pełni udokumentować swojej przewagi. Co prawda, w 26. minucie ich odważna gra przyniosła rezultat, Manuel Montero zdobył przyłożenie i Pumy prowadziły 13:6, ale wkrótce potem goście kopnęli trzeciego karnego zmniejszając stratę do 4 punktów. W 31. minucie Ruan Pienaar wykorzystał prosty błąd przeciwników i Brian Habana przyklepał piłkę na polu punktowym. Gospodarze kontynuowali napór, zabrakło im jednak dokładności, byli blisko zdobycia przyłożenia, próba kopu na bramkę okazała się niecelna i mimo ich starań wynik nie uległ zmianie. Pierwsza część meczu zakończyła się 13:16. 

Po zmianie stron Argentyna wznowiła wysiłki, jeszcze bardziej podkręcając tempo ataków. W 46. minucie przeprowadziła akcję za 7 punktów (5 pkt. Tomas Cubelli, 2 pkt. Nicolas Sanchez). 4 minuty później dołożyła trzecie przyłożenie (Joaquin Tuculet). W 55. Minucie Sanchez trafił karnego i było 28:16. 

Gospodarzom zabrakło jednak doświadczenia i w ostatnich 20 minutach meczu, pozwolili rywalom dojść do głosu. 12 punktowa przewaga stopniała do 5, gdy punkty zdobył Cornall Hendricks i podwyższył Morne Steyn. Argentyńska defensywa została poddana trudnej próbie. Gospodarze wybronili kilka ataków i młyn na 5 metrach. W 65 minucie Nicolas Sanchez minimalnie nie trafił dropgola, który zapewniłby bezpieczną przewagę. W 68. minucie dobrze zorganizowany maul autowy gości wjechał na pole punktowe rywali, piłkę przyłożył Marcell Coetzee a Morne Steyn dołożył celne podwyższenie. Na 11 minut przed końcem Springboks prowadzili 28:30. Marcelo Bosh odpowiedział skutecznie egzekwowanym kopem na bramkę z trudnej, dalekiej pozycji i w 73. minucie goście znów wyszli na prowadzenie (31:30). Na 4 minuty przed końcem meczu Steyn, złamał serca miejscowych kibiców trafiając z podstawki i ustalając końcowy wynik spotkania na 31:33.

Argentyna zasłużyła na ogromne słowa uznania. Grała jak równy z równym, przez większą część meczu będąc lepszą drużyną niż druga w rankingu IRB reprezentacja RPA. Pumy udowodniły, że dysponują jedną z najlepszych formacji młyna na świecie, że potrafią konstruować ciekawe i skuteczne akcje ofensywne i przede wszystkim, że nikt nie powinien ich lekceważyć. Przy takiej grze ich pierwsze zwycięstwo w Rugby Championship jest tylko kwestią czasu. Margines dzielący wygraną i porażkę w meczach na najwyższym poziomie jest czasem bardzo mały. W tym przypadku zaważyła forma kopaczy (Argentyna spudłowała 2 karne i dropgola, Springboks trafili 100% kopów). Ekipa RPA, mimo że po dwóch kolejkach powadzi w tabeli, może mówić o sporym szczęściu. Na pewno czeka ją wiele pracy, bowiem Nowa Zelandia i Australia będą stanowić jeszcze większe wyzwanie niż Argentyna.

sobota, 16 sierpnia 2014

The Rugby Championship – runda 1


Pierwsza kolejka najważniejszego turnieju na Południowej Półkuli za nami. Trzy największe rugbowe potęgi, do których w 2012 roku dołączyła Argentyna rozpoczęły walkę o dominację. Tytułu broni Nowa Zelandia, która od 1996 roku tryumfowała aż 12 razy. Mistrzowie Świata przystępowali do turnieju z imponującą serią 17 zwycięstw z rzędu. Nie udało się jednak osiągnąć rekordowej – osiemnastej wygranej, ponieważ mecz otwarcia zakończył się remisem 12:12.

Spotkanie w Sydney toczyło się w bardzo ciężkich warunkach atmosferycznych. Silny deszcz, który zaczął padać jeszcze przed początkowym gwizdkiem sędziego i utrzymywał się przez większość meczu, skutecznie utrudniał grę obu drużynom. Wszystkie punkty zdobyto z podstawki – Kurtley Beale i  Aaron Cruden wymienili po cztery karne. Początkowo Nowa Zelandia była dominującą stroną, miała przewagę terytorialną i znajdowała się w posiadaniu piłki znacznie częściej niż rywale. All Blacks zmuszali przeciwnika do popełniania błędów i przed przerwą wykorzystali 3 karne, zapisując na swoim koncie 9 punktów. W miarę upływu czasu Wallabies grali coraz odważniej, jeszcze przed zmianą stron przejęli inicjatywę a w ostatnich minutach pierwszej połowy mogli kopać karnego z dogodnej pozycji i zmniejszyć stratę do 3 punktów. Ostatecznie postanowili zaryzykować i próbować zdobyć przyłożenie. Nie udało im się jednak sforsować nowozelandzkiej defensywy a gdy po kolejnym karnym kapitan zdecydował, że pora przyjąć punkty z kopu na bramkę, Kurtley Beale trafił w słupek. Pierwsze 40 minut zakończyło się prowadzeniem przyjezdnych 3:9.

Po zmianie stron Australia odrabiała straty. W 55. minucie był remis 9:9. Cruden trafił karnego w 59. minucie, ale Beale odpowiedział tym samym w 69. Nowa Zelandia miała problem z dyscypliną, popełniając sporo przewinień w przegrupowaniach – dwóch zawodników (Wyatt Crocket i Beauden Barrett) zostali ukarani żółtymi kartkami. Gospodarze mieli kilka dogodnych szans na zdobycie przyłożenia. Raz znaleźli się na metr przed polem punktowym… Obrona Nowej Zelandii, mimo że przez 20 minut osłabiona brakiem gracza, pozostała skuteczna. Spotkanie zakończyło się podziałem punktów, a obie drużyny wyglądały na zawiedzione z powodu niewykorzystanej szansy. Po meczu kapitan All Blacks – Richie McCaw powiedział „To była ciężka bitwa, warunki pogodowe odegrały dużą rolę, trudno było uzyskać płynność w grze ofensywnej. Biorąc wszystko pod uwagę, wynik 12:12 jest pewnie sprawiedliwym odbiciem tego co działo się na boisku.” 

Drugi mecz, w którym rugbiści RPA podejmowali Argentynę również toczył się w trudnych warunkach. Deszcz i stojąca na boisku woda przyczyniły się do sporej ilości błędów. Pierwsze i jak się później okazało jedyne punkty w spotkaniu, już w pierwszej minucie zdobył Ruan Pienaar. Springboks przystępowali do meczu ze sporymi nadziejami licząc na pięciopunktowe zwycięstwo. Ich gra pozostawiała jednak wiele do życzenia. Zawodnicy RPA nie byli w stanie skutecznie zdominować rywali. W poczynania obu zespołów wdarło się sporo chaosu. Jak się wydaje bardziej sprzyjało to gościom, którzy przez cały mecz utrzymywali wynik kontaktowy. W ostatnich minutach Argentyńczycy byli bliscy zdobycia punktów i doprowadzenia do remisu, ostatecznie jednak gospodarze zdołali się obronić. RPA dość szczęśliwie zwyciężyło 13:6, ale przyjezdni kolejny raz pokazali, że nie należy ich lekceważyć. Ich formacja młyna oraz twarda obrona są w stanie przysporzyć wiele problemów najlepszym drużynom na świecie. 

Za tydzień czeka nas runda rewanżowa. Żadna z ekip nie może być w pełni zadowolona z formy w pierwszej kolejce. Trenerów i zawodników czeka sporo pracy, aby wyeliminować błędy i poprawić grę.

środa, 9 lipca 2014

Rugby na znaczkach pocztowych.

W ostatnich miesiącach moje rugbowe zbiory poszerzyły się o kilka ciekawych pamiątek. Przybyły m.in. piłka z podpisami pierwszego zespołu Sale Sharks, kilka zdjęć z autografami zawodników Aviva Premiership oraz meczowa koszulka mistrzów świata do lat 20 podpisana przez cały zespół Anglii, który niedawno pokonał w finale reprezentację RPA. 

Dziś jednak skupię się na innej, dość nietypowej kolekcji, która rozwija się szybko i prezentuje coraz bardziej okazale. Mam na myśli znaczki pocztowe poświęcone rugby. Filatelistyczny zbiór liczy już ponad 200 egzemplarzy z 30 państw, a wśród nich jest kilka interesujących okazów pochodzących z najdalszych zakątków świata. O najstarszych rugbowych znaczkach pisałem w moim poprzednim artykule, dziś zaprezentuję kilka najciekawszych przykładów, które znalazły się w kolekcji. Prawie wszystkie są w idealnym stanie, a cały zbiór w niestandardowy sposób przedstawia historię rugby. Zapraszam do zapoznania się ze zdjęciami i zachęcam do podzielenia się własnymi kolekcjami. Jestem pewien, że część czytelników bloga posiada prawdziwe perełki…