MyMenu1

sobota, 30 stycznia 2016

Wietrzne starcie na AJ Bell Stadium


Sobotni mecz Aviva Premiership, pomiędzy Sale Sharks i London Irish, był pokazem dobrego angielskiego rugby. Kolejny raz utwierdziłem się w przekonaniu, że zakup karnetu sezonowego na Sale Sharks był strzałem w dziesiątkę. 

Spotkanie odbywało się w wyjątkowo trudnych warunkach atmosferycznych. Silny wiatr, grad, deszcz i przenikliwe zimno wpłynęły na taktykę jaką musiały przyjąć oba zespoły. Gospodarze, przyzwyczajeni do aury północno-zachodniej Anglii poradzili sobie zdecydowanie lepiej. Co prawda, goście pierwsi zapisali się na tablicy wyników – Shane Geraghty, trafił karnego w drugiej minucie – ale to ekipa z Manchesteru dyktowała warunki spotkania. Rugbiści Sale szybko wyszli na prowadzenie. Po dobrej zespołowej akcji, gigantyczny filar Brian Mujati przyłożył piłkę w narożniku boiska i po 4 minutach meczu było 5:3. Silny wiatr uniemożliwił skuteczne podwyższenie.

Pogoda pogorszała się z każdą chwilą - przez okres około 20 minut na boisku panowała prawdziwa zawierucha. Kibicom, chronionym przez zadaszoną trybunę, dopisywał jednak humor. Postanowili zagrzewać zawodników smaganych przez grad, deszcz i wiatr znaną piosenką „Singing in the rain”. Po kilku akcjach przerywanych podaniami do przodu, gospodarze znaleźli się w końcu na polu punktowym rywali. Mike Haley nie zdołał jednak zakończyć akcji, gdyż śliska piłka wypadła mu z rąk. Napór Sharks nie słabł. W 19. minucie rwacz TJ Ioane przebił się przez obronę rywali i zdobył przyłożenie. Danny Cipriani dodał dwa punkty z podstawki i było 12:3. W 26. minucie goście mogli zmniejszyć stratę, jednak kop na bramkę okazał się niecelny. Czujność miejscowej drużyny nieco osłabła i tuż przed przerwą przeciwnicy znaleźli się na 5 metrów od pola. Po serii błędów i kilku młynach zwartych, sędzia ukarał ekipę Sale karną piątką. Geraghty trafił podwyższenie i pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 12:10.

W drugiej połowie pogoda nieco się poprawiła. Zawodnicy Sale kontynuowali dobrą grę, spychając London Irish do defensywy. Na rezultaty nie trzeba było długo czekać. Po dobrej akcji Sama Tuitupou, piłkę na polu punktowym przyłożył środkowy – Sam James. Cipriani dodał 2 punkty i w 42. minucie było 19:10. Obrona rywali miała coraz większe problemy. Danny Cipriani i Peter Stringer znakomicie dowodzili atakiem Sharks. Rewelacyjnie radził sobie Nev Edwards, który jeszcze rok temu był zaledwie półprofesjonalnym rugbistą. W 55. minucie, po znakomitym odegraniu TJ Ioane, Edwards zdobył czwarte przyłożenie dla gospodarzy, zapewniając punkt bonusowy. Skrzydłowy nie spoczął na laurach, w 60. minucie zapisał na swoim koncie drugą „piątkę”. Cipriani trafił jedno podwyższenie i Sharks prowadzili 31:10. Steve Diamond wiedząc, że mecz jest już wygrany, wprowadził na boisko zmienników. Rezerwowi, szybko wpasowali się w tempo gry i napór Sale nie osłabł, jak czasem miało to miejsce w przeszłości. W 68. minucie Sam Tuitupou zdobył przyłożenie numer 6, Joe Ford celnie egzekwował podwyższenie i było 38:10. Wynik mógł być jeszcze wyższy. TJ Ioane dostał podanie-prezent, wystarczyło przewrócić się na polu punktowym, jednak zawodnik nie opanował piłki i końcowy rezultat nie uległ zmianie.

Jako kibic Sale Sharks jestem bardzo zadowolony z postawy mojego ulubionego zespołu. Stadion AJ Bell powoli staje się twierdzą - w tym sezonie rugbiści Sale są na nim niezwyciężeni. 

niedziela, 24 stycznia 2016

Karty kolekcjonerskie SCRUM


Kibice Aviva Premiership, kolekcjonerzy i entuzjaści gier mają powód do radości. Niedawno wydano ciekawą grę na telefony i tablety działające na systemach android i iOS. SCRUM to oficjalna aplikacja angielskiej Premiership. Kibice mogą stworzyć wirtualną kolekcję kart ze swoimi ulubionymi zawodnikami. Łącznie będzie można zebrać aż 2000 egzemplarzy przedstawiających wszystkich zawodników z każdej drużyny występującej w tym sezonie w Aviva Premiership. Dodatkowo dostępne są specjalne pakiety, które zawierają najlepsze akcje kolejki. 

Na kartach znajdziemy zdjęcie zawodnika, krótki opis jego dotychczasowej kariery, oraz historię transakcji – czyli drogę, jaką przeszła karta zanim trafiła w nasze ręce. Głównym sposobem na powiększanie kolekcji jest, bowiem wymiana z innymi graczami. Można oczywiście dokupić dodatkowe talie, płacąc za nie wirtualną walutą lub prawdziwymi pieniędzmi. 

Testowałem SCRUM przez około dwa tygodnie i muszę przyznać, że aplikacja ma spory potencjał i może sprawić wiele radości. Opisy oraz zdjęcia zawodników są aktualne. Nie zauważyłem, żadnych błędów, aplikacja działa szybko i niezawodnie. Zbieranie składu swojej ulubionej ekipy może stać się wciągającym zajęciem, a wirtualny album przegląda się wygodnie.

Jest jednak kilka minusów. Po pierwsze gra adresowana jest do specyficznego grona fanów, z zacięciem kolekcjonerskim. Brak w niej akcji, zdobywania, punktów, czy elementu współzawodnictwa. Znajdowanie duplikatów w talii jest nieco mozolnym zajęciem i mogłoby zostać rozwiązane lepiej. Nie wiadomo, co stanie się po zakończeniu sezonu. Czy karty zmienią się wraz ze zmianą składów czy zostanie wydana nowa edycja. Próbowałem zdobyć te informacje od producentów, ale jak na razie nie chcą ujawniać żadnych szczegółów. Dowiedziałem się za to, że planowane jest wprowadzenie szczegółowych statystyk dla każdego zawodnika, czyli ilości rozegranych meczów, zdobytych punktów itd. 


Mnie gra przypadła do gustu. Jestem kibicem Sale Sharks i kompletowanie składu ulubionej drużyny sprawiło mi sporo przyjemności, dowiedziałem się również kilku ciekawych informacji o mniej znanych zawodnikach. Sądzę, że fani angielskiego rugby powinni sprawdzić SCRUM. Aplikacja jest darmowa a żeby zebrać ulubioną ekipę nie trzeba wydawać prawdziwych pieniędzy. 

piątek, 20 listopada 2015

Richie McCaw zakończył karierę.


Najlepszy rugbista na świecie – Richie McCaw zakończył karierę. Kapitan All Blacks ogłosił, na konferencji prasowej, że zwycięski finał Pucharu Świata 2015 był jego ostatnim meczem w reprezentacji Nowej Zelandii.

34 letni rwacz ustanowił wiele rekordów podczas swojej czternastoletniej kariery. Poniżej kilka imponujących faktów. McCaw rozegrał 148 meczów w reprezentacji Nowej Zelandii, wygrał 131. Powadził drużynę narodową jako kapitan 110 razy, wygrywając 89% meczów. Trzykrotnie został wybrany najlepszym graczem roku. Przegrał zaledwie 2 z 61 spotkań rozgrywanych w Nowej Zelandii. 

Żaden gracz w historii rugby nie osiągnął tyle, co McCaw. Dwukrotny mistrz świata schodzi ze sceny osiągając wszystko, o czym może marzyć rugbista. Trzecioliniowiec zapowiedział, że zamierza skoncentrować się teraz na roli pilota helikopterów. McCaw od kilku lat lata śmigłowcami i chce rozwinąć swoje hobby, przekształcając je w pierwszoplanowe zajęcie.

Richie McCaw zawsze był moim idolem i chociaż jest mi przykro, że już więcej nie zobaczymy go grającego dla All Blacks, to cieszę się, że wybrał odpowiedni moment, aby zejść ze sceny, jako mistrz. Oglądałem go w akcji na żywo trzykrotnie, w tym jego pożegnalnym meczu – finale RWC 2015 i wszystkie trzy okazje wspominam bardzo dobrze. Myślę, że minie sporo czasu, zanim zobaczymy zawodnika, który zdoła przebić osiągnięcia McCawa.

czwartek, 19 listopada 2015

Jonah Lomu nie żyje



Cały rugbowy świat został wstrząśnięty tragiczną wiadomością o śmierci jednego z najlepszych zawodników w historii. 18 listopada 2015 roku, w wieku zaledwie czterdziestu lat zmarł Jonah Lomu. Warto poświęcić  kilka chwil aby przypomnieć sobie osiągnięcia człowieka, który był pierwszą, prawdziwą gwiazdą rugby. Pod  tym linkiem znajdziecie jeden z moich wcześniejszych artykułów, w których przedstawiłem sylwetkę Lomu i zamieściłem kilka filmików z jego najbardziej spektakularnymi akcjami.

sobota, 7 listopada 2015

Krótkie podsumowanie RWC 2015



Emocje związane z Pucharem Świata opadły. Nadszedł czas refleksji i podsumowań. Wkrótce sercami kibiców ponownie zawładną starcia ligowe i pucharowe.

RWC 2015 był olbrzymim sukcesem. Turniej zarobił więcej pieniędzy i przyciągnął więcej kibiców niż planowano. Dostarczył emocji i obfitował w dobre spotkania. Kraje określane jako tier 2, zrobiły spory postęp i były dużo trudniejszym przeciwnikiem dla elity niż w poprzednich latach.

Tanie bilety i łatwy dostęp do stadionów sprawiły, że impreza przyciągnęła mnóstwo fanów z całego świata, w tym także liczne grono pasjonatów rugby z Polski. Sam miałem okazję obejrzeć 5 meczów, w których zagrało 10 różnych drużyn. Każdy z 5 stadionów, które odwiedziłem miał specyficzną atmosferę. Ukoronowaniem przygody był dla mnie mecz finałowy na Twickenham. To już mój drugi finał mistrzostw świata w rugby, w którym grały Nowa Zelandia z Australią. Poprzedni oglądałem na Old Trafford w 2013 roku. W kodzie trzynastoosobowym zwyciężyła Australia, dlatego tym bardziej się cieszyłem, że w „piętnastki” wygrali All Blacks. Ciekawostką jest fakt, że w obu meczach wystąpił Sonny Bill Williams.

Uczestniczenie w finale RWC było niesamowitym doświadczeniem i przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Dobre wspomnienia na długo pozostaną w pamięci i dołączą do wrażeń z pracy jako wolontariusz czy wizyt na meczach grupowych, o których pisałem wcześniej.


Z pewnością każdy z fanów ma swoje ulubione wydarzenie z tegorocznej edycji Pucharu Świata. Wiele osób wspominać będzie zwycięstwo Japonii nad RPA, oświadczyny rumuńskiego zawodnika, czy gest Sonnego Bill Williamsa, który oddał swój medal młodemu chłopcu. Mnie w pamięć najbardziej zapadnie pomoc przy organizacji meczu Anglia – Urugwaj, oraz Nowozelandczycy w tradycyjnych strojach tańczący hakę o metr przede mną.

RWC 2015 wysoko zawiesił poprzeczkę i następny organizator – Japonia – będzie musiał mocno się postarać aby dorównać angielskim osiągnięciom.

niedziela, 11 października 2015

Puchar Świata od środka


Niedawno pisałem o tym, że zostałem wybrany do pomocy przy organizacji Pucharu Świata. Długie wyczekiwanie dobiegło końca. W piątek i sobotę wszedłem za kulisy i stałem się jednym z członków załogi odpowiedzialnej za sukces turnieju. Było to jedyne w swoim rodzaju przeżycie, które zapamiętam do końca życia. Nawet w najśmielszych oczekiwaniach nie spodziewałem się, tak fantastycznej atmosfery. 

Zostałem przydzielony do dwunastoosobowej grupy „press operations”, której zadaniem była współpraca z dziennikarzami i fotografami na meczu Anglia – Urugwaj w Manchesterze.  Ta uprzywilejowana pozycja wiązała się z najwyższym poziomem akredytacji, a więc wejściem na boisko, konferencje prasowe, do tunelu, którym wychodzą zawodnicy oraz na zaplecze stadionu normalnie niedostępne dla kibiców i mediów.

Przygoda rozpoczęła się w piątek rano, kiedy to pracowałem przy obsłudze oficjalnego treningu Anglii. Reporterzy, ekipa telewizyjna i fotografowie przez kwadrans przyglądali się formie gospodarzy turnieju. Po 15 minutach wszyscy musieli opuścić murawę oraz trybuny i drużyna trenowała sama. Taka sesja nazywana jest „captain’s run”, tradycyjnie jest to trening prowadzony przez kapitana, a nie trenerów, chociaż oczywiście zdarzają się odstępstwa od tej reguły.

Był to mój pierwszy tak bliski kontakt z ekipą Stuarta Lancastera, trening można było oglądać z linii autowej boiska. Nasza dwunastka zaznajomiła się z obiektem, (m.in. szatniami drużyn) i procedurami. Zostaliśmy także podzieleni na mniejsze grupy odpowiedzialne za konkretne zadania na meczu. Ja trafiłem wyjątkowo szczęśliwie. Zostałem, bowiem przydzielony do czteroosobowego zespołu, który miał współpracować z fotografami. Oznaczało to, że będę bardzo blisko akcji. 

Po piątkowym preludium z niecierpliwością czekałem na to, co miało wydarzyć się następnego dnia. Sobotnie emocje rozpoczęły się dość wcześnie. Na stadionie byłem już o 16.00, chociaż mecz rozpoczynał się dopiero o 20.00. Manchester zmienił się nie do poznania. Miasto, w którym na co dzień króluje piłka nożna, zorganizowało dwie wielkie imprezy rugby tego samego dnia. Stadion Manchester City gościł Puchar Świata, natomiast Old Trafford finałowe spotkanie rugby trzynastoosobowego. Łącznie na trybunach zasiadło ok 130 000 kibiców owalnej piłki. Mimo stosunkowo wczesnej godziny, kibice obu kodów byli wyraźnie widoczni i atmosfera zaczęła narastać już podczas drogi na obiekt.

Gdy dotarłem na stadion, miałem możliwość przeżycia jednej z najwspanialszych przygód w moim życiu. Po krótkiej odprawie i zapoznaniu się z zadaniami, zostałem przydzielony do konkretnego miejsca, za które byłem odpowiedzialny. Początkowo puste trybuny, zaczęły się zapełniać i tętnić życiem. Dziennikarze i fotoreporterzy przygotowywali się do pracy czekając na rzut monetą. Gdy sędzia i kapitanowie wylosowali strony, wydarzenia wyraźnie przyspieszyły. Fotografowie zajęli odpowiednie pozycje, drużyny rozgrzewały się a kibice coraz liczniej przybywali na swoje miejsca. 

Wkrótce okazało się, że wszystko zostało perfekcyjnie zorganizowane i w moim sektorze nie będzie żadnych nieprzewidzianych sytuacji. Oznaczało to, że mogę zająć specjalne miejsce tuż za linią boczną i delektować się meczem. Siedziałem dosłownie 2 metry od boiska. Byłem tak blisko murawy, że czułem zapach trawy, słyszałem co mówią do siebie zawodnicy, a gdy obie drużyny wybiegały z tunelu, na twarzy czułem ciepło buchających płomieni, które witały zawodników. Oglądanie meczu z takiej perspektywy było niezwykłym przeżyciem. Bliżej akcji znajdowała się chyba tylko ekipa medyczna, i sędziowie liniowi. Niezwykła atmosfera, którą trudno opisać słowami, stawała się coraz bardziej intensywna. Głośny doping sprawiał, że po plecach przechodziły ciarki. Początkowo Anglia atakowała na stronę, gdzie siedziałem. Szarże i przegrupowania odbywały się zaledwie kilka metrów ode mnie. Nawet najlepsze powtórki w jakości HD nie mogą oddać tego jak wygląda mecz na najwyższym poziomie widziany z bliska. Szybkość, siła i dynamika graczy robiły imponujące wrażenie. 

Chociaż spotkanie od początku toczyło się pod dyktando gospodarzy to wynik był dla mnie sprawą drugorzędną. Możliwość uczestniczenia w wydarzeniu i przeżywania go, jako jeden z organizatorów oraz niespotykana perspektywa i bliskość boiska sprawiły, że był to dla mnie najwspanialszy mecz rugby na jakim byłem do tej pory. 

Z pośród czterech spotkań RWC, które oglądałem w tym roku, to Anglia – Urugwaj najlepiej zapisze się w mojej pamięci. Ciekawe jak na tym tle wyglądać będzie finał… Pamiątki w postaci zestawu limitowanej serii, wysokiej jakości ubrań i mnóstwa gadżetów, które dostałem jako wolontariusz RWC 2015 będą mi przypominały to fantastyczne przeżycie. Najwspanialsze jednak są znajomości, jakie zawarłem z innymi pasjonatami rugby i wspomnienia, które na zawsze pozostaną w mojej pamięci.