MyMenu1

czwartek, 31 października 2013

Wieczór z Sale Sharks


W ostatnią środę (30.10.2013), miałem przyjemność uczestniczyć w spotkaniu z zawodnikami działaczami i trenerami Sale Sharks. Klub wysłał zaproszenia do najwierniejszych fanów dając im niespotykaną okazję do rozmowy z członkami ekipy i poznania klubu od wewnątrz. 

Spotkanie zostało zorganizowane w sali konferencyjnej AJ Bell Stadium. Na gości czekały gorące przekąski oraz drinki do degustacji. Chętni mogli zwiedzić szatnie i dokonać zakupów w klubowym sklepie, gdzie zawodnicy rozdawali autografy. Zaplecze nowego stadionu jest imponujące. Szatnie gości i gospodarzy są dużych rozmiarów. Miejscowa drużyna ma dodatkowo do dyspozycji salę do rozgrzewki, do której wychodzi się bezpośrednio z szatni. 

Kibice mogli odwiedzić również salę prasową i przejść korytarzem prowadzącym bezpośrednio na boisko. Wszystko w asyście członków zespołu, którzy tłumaczyli jak wygląda typowe przygotowanie do meczu Aviva Premiership. 


W sali konferencyjnej czekało kilkunastu zawodników, gotowych do rozmowy z fanami, podpisywania kalendarzy i innych gadżetów oraz pozowania do wspólnych zdjęć. Największym zainteresowaniem cieszył się Danny Cipriani,  ale inni gracze jak np. kapitan zespołu - Dan Braid mający na koncie występy w All Blacks, również mieli sporo pracy. Ciekawym doświadczeniem była możliwość rozmowy z Hugh Jennerem, odpowiedzialnym za komputerową analizę meczów oraz przygotowywanie danych niezbędnych do oceny gry i formy każdego z graczy. Na najwyższym poziomie, gdzie o wygranej lub porażce często decydują szczegóły, nowoczesna technika odgrywa bardzo istotną rolę. Dane z nadajnika GPS znajdującego się w koszulce każdego zawodnika są na bieżąco analizowane, dzięki czemu trener może podejmować trafniejsze i szybsze decyzje.

Jak wspomniałem wcześniej, zawodnicy i trenerzy chętnie odpowiadali na pytania kibiców. Poniżej zamieszczam rozmowę z Dannym Ciprianim, Stevem Diamondem i Danem Braidem.

Jak oceniacie start nowego sezonu? 
Steve Diamond: Rozpoczęliśmy dobrze, jesteśmy w miarę zadowoleni z tego gdzie znajdujemy się obecnie (3 zwycięstwa w Aviva Premiership,  2 zwycięstwa w Amlin Challenge Cup). Po słabym ubiegłym sezonie wszyscy odbyliśmy rozmowę, wspólnie zastanawiając się, co możemy poprawić. Rywalizacja w Premiership jest bardzo trudna, nie chcemy aby gracze byli pod dodatkową presją, walcząc o utrzymanie. Wychodzimy z założenia, że zawodnik ma być w pełni zaangażowany w trening a podczas meczu robić to, czego się od niego wymaga. Wszyscy się nawzajem szanujemy, a w zespole panuje dobra atmosfera. 

Czy na nowym obiekcie AJ Bell Stadium czujecie się już jak w domu?
Steve Diamond: Postrzegamy to miejsce jako nasz dom. W ostatnich dziesięciu latach zmieniliśmy stadion trzykrotnie i mamy nadzieję, że więcej przeprowadzek nie będzie. Atmosfera jest bardzo dobra, doping kibiców głośny. W przeciągu następnych dwunastu miesięcy dalszej poprawie ulegnie infrastruktura drogowa w okolicach obiektu. Mamy duże ambicje, naszym celem jest skuteczna rywalizacja z najlepszymi. Jeśli będziemy odnosić sukcesy przyciągniemy jeszcze więcej kibiców.

Jak ważna jest dla was tożsamość klubu?
Steve Diamond: Wielu graczy w naszym składzie pochodzi z północno-zachodniego obszaru Anglii, który reprezentujemy. Region jest duży i obejmuje kilka hrabstw, podobna sytuacja ma miejsce w Exeter Chiefs. Wychodzimy do lokalnych społeczności, współpracujemy m.in. z miejscowymi klubami, aby wszyscy poczuli, że Sale Sharks to na prawdę ich klub. Gramy fair, przestrzegamy limitu zarobków, czego niestety nie można powiedzieć o wszystkich zespołach. Chcemy stać się prawdziwą rugbową potęgą, ale o tym decyduje nasza postawa na boisku a nie słowa. Manchester to miasto piłkarskie podzielone pomiędzy niebieskich i czerwonych (City i United), my jesteśmy enklawą, która daje ludziom możliwość zobaczenia czegoś innego. Sale Sharks nadal jest klubem z małego miasteczka w Cheshire. Tradycje są dla nas bardzo istotne.

Gdy dołączyłeś do klubu, Sharks mieli spore problemy. Czy miałeś wątpliwości, co słuszności swojej decyzji? 
Dan Braid: Nie miałem. Gdy przyjechałem od razu zauważyłem, że w klubie są dobrzy trenerzy i grupa wspaniałych zawodników. 

Jakie są różnice pomiędzy grą w Nowej Zelandii a Anglii?
Dan Braid: Nowa Zelandia jest zupełnie inna.  Rugby jest tam numerem jeden. Chodzenie na mecze i kibicowanie jest czymś oczywistym, co przychodzi naturalnie.  W Anglii kibice mają do wyboru więcej popularnych sportów. Ci, którzy decydują się na rugby są bardzo oddani i na prawdę kochają ten sport. Czasem 8000-9000 fanów w Manchesterze dopinguje głośniej niż 25000 w Nowej Zelandii. 

Jesteś doświadczonym zawodnikiem. Czy czujesz się odpowiedzialny za młodych graczy w składzie? 
Dan Braid: Tak, wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, jak ważna jest pomoc bardziej doświadczonych graczy. Rady są szczególnie istotne dla budowania ich pewności siebie. 


Danny jesteś tu już dwa lata. Jak się czujesz w klubie?
Danny Cipriani: Nadal uważam się za chłopaka z Londynu, ale bardzo zżyłem się z drużyną. Wciąż pracuję nad manchesterskim akcentem... Staram się być częścią zespołu. Od czasu wypadku w Leeds (kiedy to Danny zderzył się z autobusem), zmieniłem swoje podejście do treningów. Zmieniłem swój styl życia. Przestałem pić alkohol, zwracam dużą uwagę na dietę – na to co i kiedy jem, mocniej pracuję nad sprawnością fizyczną i kondycją. To wszystko wyszło mi na dobre i jestem bardzo zadowolony z efektów. Pracujemy nad tym by stać się drużyną, przeciwko której bardzo ciężko zdobywa się punkty. Wszyscy jesteśmy głodni sukcesu i chcemy wygrywać.

Kiedy do drużyny dołączy nowy wiązacz?
Steve Diamond: W tej chwili nie mogę zdradzić, kto to będzie, ale dołączy po zakończeniu listopadowych testmeczów.

Który z turniejów jest najważniejszy dla klubu?
Steve Diamond: Premiership jest naszym chlebem powszednim i na lidze skupiamy się najbardziej. Chcemy być w pierwszej szóstce! Amlin Challange Cup również traktujemy bardzo poważnie. LV Cup jest zdecydowanie na trzecim miejscu w hierarchii.

Jakich rad moglibyście udzielić młodym zawodnikom?
Steve Diamond: Szacunek zdobywa się na boisku! Najważniejsza jest wytrwałość i systematyczny trening. Każdy profesjonalny zawodnik ma za sobą dziesiątki tysięcy godzin spędzonych na doskonaleniu umiejętności. Ważne jest, żeby na treningach być w pełni skoncentrowanym, wykonywać ćwiczenia jak najlepiej i przede wszystkim czerpać radość z gry.

Danny Cipriani: Oglądajcie dużo rugby, starajcie się podpatrywać najlepszych. Podczas meczów próbujcie zrozumieć co robią i dlaczego to robią.

Sale Sharks znani są z etosu, który panuje w klubie. Co możecie o tym powiedzieć?
Steve Diamond: W obecnych czasach profesjonalni sportowcy nie mogą być widziani podczas maratonu po barach, jak bywało to dawniej. Nie znaczy to jednak, że zatraciliśmy rugbowe tradycje wciąż żywe w klubach amatorskich np. kiedy zawodnik ma być ukarany, nie stosujemy kar pieniężnych. Drużyna decyduje co z nim zrobić, może np. umyć samochód innego gracza. Jesteśmy bardzo daleko od tego, co dzieje się klubach piłkarskich. Klubowy etos, tradycje i zabawa nadal są obecne. Identyfikujemy się z naszą historią, Trafford MV ma 90 lat, Sale FC ma ponad 150 lat. Stąd się wywodzimy tu są nasze korzenie i nasza baza.


Dziękuję za rozmowę i wspaniały wieczór.

wtorek, 15 października 2013

Polscy rugbiści śpiewają hymn

W erze profesjonalnego sportu, wartości fair play często ustępują miejsca finansowym kalkulacjom. Bywa, że najlepsi sportowcy, którzy, czy tego chcą czy nie, stanowią wzór dla dzieci i młodzieży, zapominają o szacunku dla rywali. Zdarza się, że gra w reprezentacji kraju jest dla nich jedynie nisko płatną koniecznością. Na szczęście tego typu zachowania rzadko kiedy dotyczą rugby.

Rugbistów na całym świecie łączą podobne wartości, więcej na ten temat możecie przeczytać w artykule zatytułowanym „Etos rugbisty”. Największym zaszczytem, jakiego może dostąpić zawodnik jest możliwość reprezentowania barw narodowych. Zakładając koszulkę z orzełkiem na piersi nie ma mowy o grze na „pół gwizdka”. Rugbiści-reprezentanci kraju zmieniają się w prawdziwych wojowników, którzy na boisku zostawiają pot i krew.

Na potwierdzenie moich słów przedstawiam film z nagraniem hymnu zaśpiewanego przez polskich rugbistów przed wygranym meczem z Czechami.



niedziela, 6 października 2013

Relacja z meczu Sale - Bath


W piątek (05.10.2013) miałem przyjemność być na meczu Aviva Premiership drużyny, której kibicuję od wielu lat. Sale Sharks podejmowali znakomity klub Bath Rugby. Tym razem oprócz obserwowania spotkania wraz z innymi fanami, na moich barkach spoczywała dodatkowa odpowiedzialność – przygotowanie relacji dla RugbyPolska.pl.

Nowy stadion Sale Sharks zbudowany specjalnie dla potrzeb rugby prezentuje się bardzo okazale. Nadal trwają prace związane z udoskonaleniem infrastruktury wokół obiektu – rozbudową parkingów i ułatwieniem dojazdów poprzez dodanie alternatywnego zjazdu z autostrady. Wykonano już sporo pracy, by zniwelować niedogodności i podróż jest dużo prostsza niż w zeszłym sezonie. AJ Bell Stadium nie ma jeszcze takiej renomy jak poprzedni obiekt – Edgeley Park – gdzie rywalom grało się bardzo niewygodnie. Atmosfera jednak stale się poprawia. Szczególnie jest to widoczne na południowej trybunie, gdzie doping zagorzałych fanów jest najdonośniejszy. Kibice mają do wyboru kilka gatunków piwa, w tym również prawdziwe Ale. Oprócz standardowych kufli o pojemności 1 pinty można zażyczyć sobie „dużą szklankę”, która mieści 2 pinty – bardzo przydatna opcja dla wyjątkowo spragnionych…

Mecz rozpoczął się nietypowo. Gospodarze wybiegli na boisko w strojach, w których zazwyczaj występują na wyjazdach. Powodem był konflikt barw. Kolory na koszulkach przyjezdnych były zbyt podobne do biało-niebieskich pasów Sale. Faworytem bukmacherów był klub z Bath, ale kibice w Manchesterze byli przekonani, że ich zespół poradzi sobie z zadaniem.

Rugbiści Sale rozpoczęli bardzo dobrze, Jonathan Mills przejął piłkę po potężnej szarży na jednym z zawodników gości. Po kilku fazach ataku, wysiłki zostały nagrodzone rzutem karnym. Danny Cipriani minimalnie chybił. Wkrótce potem George Ford miał szansę zdobyć trzy punkty dla Bath, ale jego kop również okazał się niecelny. Po 10 minutach Danny Cipriani trafił dropgola i ekipa Sale prowadziła 3-0. Radość nie trwała długo. Jeden z najbardziej utalentowanych łączników młyna – Peter Stringer – zapoczątkował akcję, którą wykończył potężny skrzydłowy z Fidżi Rokodoguni. Ford podwyższył i było 3-7. Zespół Bath kontynuował ataki, przysparzając gospodarzom wiele trudności. Szczególnie niepokojącym elementem była niska skuteczność Sale w obronie jeden na jeden. Bath byli bliscy zdobycia drugiego przyłożenia po przechwycie Fa’osilivy, jednak linia autowa uratowała gospodarzy. Cipriani przeniósł grę na połowę rywali i zażegnał niebezpieczeństwo. 

Młynarze Sharks zaczęli dominować przeciwników, ale zespół miał problem z przełamaniem solidnej obrony. Kilka prób zagrań typu „kick-pass” w wykonaniu duetu Cipriani – Cueto okazało się minimalnie niedokładnych, choć nagrodzonych gromkimi brawami.
W 20. minucie Mark Cueto i Rob Miller próbowali złapać trudną piłkę z powietrza, co zakończyło się kolizją i rozbitymi głowami obu zawodników. Na boisko weszli ulubieniec publiczności Sam Tuitupou oraz Joe Ford. Tuitupou od razu zaznaczył swoją obecność. Jego mocne wejście w kontakt na środku ataku zaangażowało kilku rywali, a zapoczątkowana w ten sposób akcja zakończyła się rzutem karnym dla Sale. Cipriani dołożył punkty z podstawki i było 6-7.

W 30. minucie pozszywany Mark Cueto wrócił na boisko i już w chwilę później zaliczył asystę. Andy Forsyth zdobył przyłożenie tuż przy linii autowej, a znakomicie dysponowany Cipriani podwyższył z trudnej pozycji. Obandażowany Rob Miller także powrócił na boisko, a Sam Tuitupou zszedł na ławkę rezerwowych. Tuż przed przerwą George Ford zmniejszył stratę swojej drużyny do trzech punktów. Pierwsza połowa zakończyła się prowadzeniem gospodarzy 16-13.

Po zmianie stron obrona obu zespołów stała się bardziej skuteczna. Każda próba kopu na bramkę była więc niezwykle istotna, gdyż mogła przesądzić o losach meczu. Pierwszy przed szansą stanął Cipriani. W 48. minucie trafił ponad 50-metrowego karnego. Kop okazał się doskonale wymierzony. Piłka przeleciała między słupami i spadła dosłownie kilka centymetrów za poprzeczką. W 53. minucie przed podobną szansą stanęli goście, ale próba okazała się niecelna. Wkrótce potem George Ford miał drugą okazję, tym razem z dogodniejszej pozycji. Różnica ponownie zmniejszyła się do sześciu punktów.

Warto nadmienić, że atmosfera na stadionie była rewelacyjna. Mimo że kibice wiedzieli, iż punkty z podstawki mogą zadecydować o zwycięstwie, zachowywali się wzorowo. Trybuny milkły, aby pomóc skoncentrować się kopaczom. Zarówno goście, jak i gospodarze wykonywali próby w takiej samej całkowitej ciszy. 

Po 60 minutach Steve Diamond zaczął dokonywać zmian, na boisko weszli między innymi Henry Thomas i Vadim Cobilas. Drużyna Bath zaczęła dominować i wyglądało na to, że może wykraść gospodarzom zwycięstwo. Michael Paterson dostał żółtą kartkę i goście grali w przewadze. Ich napór zaowocował rzutem karnym z dogodnej pozycji, zamienionym na kop z podstawki, który jednak okazał się niecelny. Zawodnicy Sale pokazali prawdziwy charakter i wolę walki, przez długi czas skutecznie bronili się na własnych pięciu metrach. Aplauz wzbudziła zwłaszcza potężna szarża Sama Tuitupou, który za cel obrał młynarza gości. W ostatnich minutach Sharks zdołali odpowiedzieć atakiem, który doprowadził do karnego. Joe Ford przejął obowiązki kopacza od Danny’ego Ciprianiego i był bliski odebrania Bath punktu bonusowego. Piłka trafiła jednak w słupek. Wynik pozostał bez zmian. Sale Sharks po bardzo dobrym i emocjonującym meczu zwyciężyli 19-13. 

Obserwowanie tego spotkania było dla mnie prawdziwą przyjemnością. Na trybunach panowała fantastyczna atmosfera. Kibice Sale znani są z wysokiej kultury i ugruntowanej rugbowej wiedzy. Dialogi z innymi fanami zawsze stoją na wysokim poziomie merytorycznym. Widoczny jest także głęboki szacunek dla rywali, o czym wspomniałem pisząc o ciszy podczas kopów. Innym przykładem jest owacja zgotowana Peterowi Stringerowi, który jest jedną z ikon irlandzkiego rugby. Zawodnik gości zagrał dobry mecz – przyczynił się do zdobycia punktów przez Bath. Gdy schodził z boiska zmieniony przez Martina Robertsa oklaskiwał go cały stadion. 

Gratulacje dla Sale Sharks i słowa uznania dla Bath za dobrą i ambitną grę. Mam nadzieję, że relacja przypadła Wam do gustu. Następna ukaże się po meczu Sale – Biarritz. 


czwartek, 3 października 2013

Najlepsi nie faulują


All Blacks to najlepsza drużyna rugby na świecie. O tym fakcie nie trzeba przekonywać żadnego z fanów rugby. Nawet kibice innych ekip muszą przyznać, że Nowa Zelandia jest prawdziwą potęgą. Nie sposób zliczyć wszystkich sukcesów, jakie odnieśli rugbiści All Blacks. Drużyna niemal od początku swojego istnienia należy do ścisłej światowej elity i nadal wyznacza najwyższe standardy światowego rugby. 

Mistrzowie świata zdobyli najwięcej punktów w oficjalnych meczach państwowych, są jedynym zespołem, który pokonał każdego z przeciwników, z którymi grał. Od czasu debiutu na arenie międzynarodowej w 1903, zaledwie pięć reprezentacji zdołało wygrać z All Blacks. Od czasu wprowadzenia rankingu IRB w 2003 roku, Nowa Zelandia przez większość czasu znajdowała się na pierwszej pozycji. Nic dziwnego, skoro wygrała ponad 75 procent wszystkich meczów. 


Te imponujące osiągnięcia są w mniejszym lub większym stopniu znane fanom rugby. Jest jeszcze jeden godny uwagi rekord, który być może uciekł uwadze kibiców. Nowa Zelandia to jedna z najczyściej grających drużyn na świecie. Przez 110 lat All Blacks zostali ukarani zaledwie dwoma czerwonymi kartkami. 

3 stycznia 1925 roku podczas meczu z Anglią na Twickenham sędzia Albert Freethy odesłał z boiska jednego z nowozelandzkich zawodników. Była to pierwsza tego typu decyzja w historii meczów międzypaństwowych. W 1967 roku czerwoną kartkę otrzymał Colin Meads. Od tamtej pory żaden z zawodników All Blacks nie został w ten sposób ukarany. Jak widać Nowa Zelandia jest nie tylko najlepszą drużyną, ale również grającą najbardziej fair. Poza boiskiem jej reprezentanci również stosują się do wysokich standardów. Zazwyczaj wypowiadają się z szacunkiem na temat swoich rywali i rzadko kiedy stają się przyczyną skandali. 

Myślę, że postawa All Blacks jest znakomitym przykładem dla młodych rugbistów, którzy obserwują i podziwiają grę światowej elity. Warto wzorować się na najlepszych. Okazuje się bowiem, że prawdziwi zwycięzcy grają fair, starając się unikać niesportowego zachowania i rozumiejąc przywilej i odpowiedzialność, jakie niesie za sobą reprezentowanie barw drużyny, zwłaszcza drużyny narodowej. 


środa, 25 września 2013

Dwa lata do Pucharu Świata


Do najważniejszej rugbowej imprezy pozostały już tylko dwa lata. Przygotowania do Pucharu Świata, który odbędzie się w Anglii w 2015 roku, idą pełną parą. W ostatnim tygodniu miało miejsce wiele ciekawych akcji, które zorganizowano w celu promocji turnieju.

Doszło do przekazania piłek przez premierów Nowej Zelandii i Wielkiej Brytanii. John Key ofiarował piłkę z podpisami zawodników zwycięskiej drużyny z 2011 roku. David Cameron zrewanżował się specjalnie zaprojektowanym Gilbertem z logo „dwa lata do Pucharu”.


Lawrence Dallaglio przeprowadził trening z grupą młodzieży podczas akcji „Posts in the Park”, czyli programu, który ma na celu propagowanie naszej dyscypliny. 

Po sukcesie Igrzysk Olimpijskich w Londynie oczekiwania dotyczące Pucharu Świata są bardzo wysokie. Jak na razie wszystko przebiega zgodnie z planem, a jedynym niepowodzeniem była strata Old Trafford. Warto zauważyć, że Anglicy kładą duży nacisk na rozwój rugby na poziomie amatorskim. Celem jest dotarcie do jak największej ilości osób, które na co dzień nie są związane z rugby i zainteresowanie ich, aby RWC stał się świętem całego narodu, podobnie jak miało to miejsce w przypadku ostatnich Igrzysk. Oprócz inwestycji w rozwój lokalnych klubów, rugby jest coraz bardziej widoczne na billboardach i w reklamach. Dużą popularnością cieszy się touch rugby (czyli bliski odpowiednik polskiej paryżanki). Z miesiąca na miesiąc coraz więcej ludzi ma szansę zetknąć się z jakąś odmianą rugby i zarazić pasją do owalnej piłki.



Dwa lata do turnieju to dobry czas, aby pomyśleć o tym, co zrobić aby wziąć udział w największym rugbowym święcie na świecie. Ci, którzy mieli możliwość znaleźć się na trybunach podczas poprzednich edycji, z pewnością zgodzą się, że atmosfera jest niezapomniana. Bilety trafią do sprzedaży na początku przyszłego roku. Najtańsze będą kosztować zaledwie siedem funtów. Dodatkowo można zgłosić się jako wolontariusz do pomocy przy organizacji turnieju. Pierwszym krokiem jest zarejestrowanie się w programie „Front Row”. Myślę, że Puchar w 2015 roku jest najlepszą szansą dla polskich miłośników rugby, aby obserwować zmagania nie tylko przed telewizorem, ale również bezpośrednio z trybun. Lot z Polski trwa zaledwie 2–3h, a ceny nie powinny stanowić dużej przeszkody. Wielu z nas ma znajomych lub rodzinę w Wielkiej Brytanii, co również może ułatwić sprawę. Wszystkich, którzy wahają się czy jechać, gorąco zachęcam! Pamiętajcie, że do Japonii będzie znacznie trudniej się wybrać. 

Poniżej przedstawiam garść statystyk, które pomogą uzmysłowić skalę przygotowań.
RWC potrzebuje 1400 piłek, 200 podstawek, 100 rowerków stacjonarnych, 200 worków do szarży, 20 opornic. Spodziewany jest przyjazd 920 zawodników i członków drużyn. Ponad 60 sędziów i członków komisji dyscyplinarnych, 2000 dziennikarzy i fotografów. 20 drużyn zajmie 740 pokojów w hotelach. Ekipom będzie towarzyszyć 1100 osób personelu. Przygotowanych zostanie 151 000 posiłków. Do obsługi turnieju potrzeba 11 km światłowodu i 42 km miedzianych kabli do przesyłu danych. RWC obejrzy przed telewizorami cztery miliardy osób w 207 krajach. Szacuje się, że Wielką Brytanię odwiedzi 400 000 fanów, a potencjalny wpływ do gospodarki wyniesie ok. dwóch miliardów funtów.

Jak widać impreza szykuje się okazale i grzechem byłoby nie wziąć w niej udziału. Do zobaczenia na stadionach!

wtorek, 17 września 2013

Etos rugbisty

Rugby coraz częściej pojawia się w różnego rodzaju mediach. Osobom związanym z rugby w Polsce zależy, aby naszą dyscyplinę propagować przy każdej możliwej okazji. Jak się okazuje można to robić również na konferencjach naukowych! Podczas konferencji „Media a wartości” zorganizowanej przez Koło Dziennikarskie Studentów Kolegium Licencjackiego Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Białej Podlaskiej wygłoszono referat pt. „Telewizja jako medium pośredniczące w propagowaniu etosu rugbisty”.

Zapraszamy do lektury!

Rugby wciąż nie jest w Polsce popularną dyscypliną sportu, choć stan ten z roku na rok się poprawia. Mimo to duża część społeczeństwa ma mgliste pojęcie o rugby i jego zasadach. Sport ten wielokrotnie myli się z futbolem amerykańskim, a są to dwie zupełnie różne dyscypliny. Utrwalony jest również wizerunek brutalnej gry dla agresywnych zawodników, którzy nie stronią od nieczystych zagrań i fauli. W związku z tym, osobom związanym w jakiś sposób z rugby w Polsce zależy, by ten mylny obraz zmienić.

W staraniach o zmianę postrzegania rugbistów bardzo pomocne okazało się wykorzystanie mediów, a zwłaszcza telewizji i Internetu. Wcześniej jedyną możliwością dotarcia do szerszego grona odbiorców były artykuły prasowe, ale ich zasięg był raczej lokalny. To właśnie media elektroniczne sprawiły, że wiedza na temat rugby zaczęła się poprawiać. Powstało wiele portali internetowych traktujących o polskiej lidze, ale także zagranicznych rozgrywkach. Strony te pozwalają poznać przepisy gry i historię sportu, a niemal każdy klub w Polsce ma swoją witrynę internetową, na której zamieszczane są najnowsze wiadomości o działalności klubu. Informacje o polskiej lidze, konkretnych meczach, składach i wydarzeniach stały się szybko i łatwo dostępne. Należy jednak zaznaczyć, że wspomniane portale są kierowane raczej do zawodników lub osób, które w jakiś sposób już zaznajomiły się z rugby i są świadomymi sympatykami.


Oczywistym okazało się, że aby rugby zyskiwało popularność wśród szerszego grona nieświadomych odbiorców potrzebne będzie medium, które taki szeroki dostęp umożliwi. Naturalnym wyborem była telewizja. Za sprawą prężnych działań osób związanych z rugby udało się dotrzeć do dziennikarzy Polsatu Sport, którzy zdołali przekonać swoich przełożonych o transmitowaniu na żywo finału Ekstraligi rugby na swojej antenie. 15 lutego 2008 roku podpisano umowę z Polsatem. Okazało się, że oglądalność pozytywnie zaskoczyła menagerów stacji i transmisje z finałów stały się stałym punktem w programie. Wykorzystując pozytywną koniunkturę, zaczęto transmitować na żywo również mecze polskiej reprezentacji rozgrywane w kraju. Spotkania kadry cieszyły się jeszcze większą popularnością wśród widzów. Z powodu wysokiej oglądalności Polsat Sport postanowił wykupić prawa także do Pucharu Świata w rugby i Pucharu 6 Narodów. Pod względem popularności (i oglądalności) Puchar Świata w rugby jest trzecią imprezą sportową na świecie (zaraz po piłkarskim mundialu i Igrzyskach Olimpijskich). Decyzje te również okazały się trafione dla włodarzy telewizji.

Jednakże sukces medialny to jedno, ale jak wykorzystać go do celów propagowania dyscypliny? Tutaj na pierwszy plan wychodzi praca komentatorów, na których spoczęło to odpowiedzialne zadanie. Musieli stać się ambasadorami rugby w Polsce i na przestrzeni lat wywiązują się z tej roli pozytywnie. Niniejszy artykuł ma na celu wyjaśnienie, na czym konkretnie polega ich pomoc i o jakich wartościach mówią komentatorzy. Aby móc ten temat przedstawić dokładniej należy jednak zacząć od zasygnalizowanego w tytule etosu rugbisty.

Według Słownika języka polskiego PWN, słowo etos oznacza ‘obyczaje, normy, wartości, wzory postępowania składające się na styl życia i charakter danej grupy ludzi, określające jej odrębność’ . W tej części artykułu przeanalizuję wartości, jakie składają się na etos rugbisty. W Polsce nie powstała jeszcze żadna publikacja na ten temat, w związku z czym podstawą do analizy będzie moje własne doświadczenie zawodnika od wielu lat grającego w rugby oraz analiza wypowiedzi komentatorów sportowych. 

Przede wszystkim szacunek

Najważniejszą wartością zawartą w etosie rugbisty z całą pewnością jest szacunek, który stanowi podstawę dla wielu norm zachowań. Przede wszystkim ważny jest szacunek dla kolegów z drużyny i trenera. Rugby to najbardziej zespołowa gra naszych czasów. W pojedynkę nie można nic w niej osiągnąć. Nawet najbardziej utalentowany gracz nie jest w stanie samodzielnie wygrać meczu. Potrzebny jest zespół ludzi dążących do wspólnego celu, a przede wszystkim gotowych poświęcić się dla drużyny. W trakcie meczu współpraca pomiędzy zawodnikami jest permanentna. Bez tego niemożliwe jest wykonanie jakiegokolwiek stałego fragmentu gry, czy stworzenie akcji ofensywnej. W akcjach defensywnych także trudno działać samemu, mało tego, złamanie przez pojedynczego gracza utworzonej przez całą drużynę linii obrony może spowodować przedarcie się przeciwnika i utratę punktów. Tylko sprawne działanie kolektywu jest skuteczną metodą obrony.


Ta zależność buduje bardzo silne więzi pomiędzy zawodnikami. Rugbiści szanują się za wspólny trud i za to, że mogą na siebie liczyć na boisku i poza nim. Za kolegę z drużyny trzeba umieć się poświęcić, czy to poprzez wzmożony wysiłek, czy poprzez naprawę jego błędu, czy ruszenie z pomocą gdy został sfaulowany. Każdy zawodnik wie, że drużyna jako całość, ale także każdy zawodnik osobno, jest gotów poświęcić się dla niego. W rugby zasada jeden za wszystkich i wszyscy za jednego ma bardzo wymierny charakter. 
Co ciekawe zawodnicy wcale nie muszą się lubić (co zdarza się bardzo rzadko), ale muszą się nawzajem szanować. Częściej zdarza się, że zawodnik niekoniecznie lubi trenera, ale nadal szanuje jego pozycję i autorytet. Zależność w odwrotnym kierunku wygląda tak samo. Trener nie musi lubić każdego gracza, ale musi szanować jego pracę i chęć dania z siebie wszystkiego dla drużyny.



Szanuj przeciwnika

Jednakże szacunek to nie tylko element scalający ze sobą członków jednej drużyny. Szanuje się również przeciwnika. Rugby to sport bardzo kontaktowy, przez co bywa także niebezpieczny. Właśnie dlatego szanuje się osoby, które go uprawiają. Pomocny we właściwym zrozumieniu owej zależności może być poniższy schemat:

– gram w rugby, 
– wiem ile wysiłku kosztuje przygotowanie się do gry w lidze, 
– wiem z jakimi niebezpieczeństwami się to wiąże,
wobec tego szanuję mojego przeciwnika bo: 
– przeszedł taką samą drogę jak ja; 
– jest sportowcem, który włożył wiele wysiłku żeby zagrać przeciwko mnie, 
– wiem, że on myśli tak samo.

Mimo że na meczu czasami dochodzi do ostrych starć, to po spotkaniu atmosfera jest tylko koleżeńska. Charakter tego podejścia świetnie oddaje bardzo popularna sentencja na temat rugby, która mówi, że jest to „chuligańska gra dla dżentelmenów”.


Szacunek dla przeciwnika to pierwszy element często prezentowany przez komentatorów sportowych. Wielokrotnie na meczach rugby widać przeciwników pomagających sobie wstać z ziemi. Po meczu rywale dziękują sobie za mecz, niezależnie od wyniku i stawki spotkania. Najpierw należy podziękować rywalowi za grę, a później można cieszyć się ze zwycięstwa lub opłakiwać porażkę. Komentatorzy zwracają uwagę widzów na te elementy mówiąc, że to rzecz normalna w rugby. Przemysław Iwańczyk dziennikarz Polsatu po meczu Polski z Ukrainą powiedział:

Wiecie państwo co jest najciekawszego i najpiękniejszego w tym wszystkim? Że oni tutaj lali się niczym w bokserskim ringu i nie szczędzili sobie razów, a teraz podają sobie dłonie, a później pójdą razem na piwo.

Komentujący wraz z nim Krzysztof Serafin (były zawodnik) dodał:

Niejednokrotnie zawodnicy grający po przeciwnych stronach grają wspólnie w tych samych klubach, często się widują, są kolegami poza boiskiem. Obraz meczu nie ma wpływu na to, co się później dzieje. Wszyscy są zawodnikami rugby, wszyscy mają do siebie ogromny szacunek (…).

Wielokrotnie pojawiają się nawiązania do wspomnianej już chuligańskiej gry dla dżentelmenów, czy do twardych graczy o gołębich sercach. Buduje to pozytywny obraz wśród widzów, którzy być może po raz pierwszy spotykają się z meczem rugby. Mogli oni mieć zupełnie inne mniemanie o rugbistach. Nasuwają się automatyczne skojarzenia z piłką nożną, gdzie tego typu zachowania są znacznie rzadsze.

Jako uzupełnienie warto dodać, że szacunek dla przeciwnika to także chęć niesienia mu pomocy. Czasami zdarza się, że rywal dozna poważnej kontuzji lub w wyniku kontaktu straci przytomność na boisku. Niejednokrotnie osobą znajdującą się wtedy najbliżej niego jest przeciwnik. Nierzadko w takich sytuacjach zawodnik drużyny przeciwnej rusza z pomocą dla poszkodowanego rywala. Przykłady takich zachowań można mnożyć. Jednym z nich może być zachowanie zawodnika reprezentacji Nowej Zelandii podczas meczu z Walią w ramach Pucharu Świata w 2003 roku, a więc w meczu na najwyższym poziomie i o wysoką stawkę. Walijczyk Colin Charvis otrzymał silną szarżę (zgodne z przepisami zagranie obronne) od nowozelandczyka Jerry’ego Collinsa i stracił przytomność. Akcja potoczyła się dalej, ale będący najbliżej poszkodowanego zawodnika Tana Umaga (kapitan zespołu All Blacks) natychmiast udzielił pomocy swojemu przeciwnikowi. Ułożył go w pozycji bocznej ustalonej i wyciągnął ochraniacz na zęby z jego ust, aby zapobiec groźbie zakrztuszenia się. Umaga opuścił swojego rywala dopiero gdy na boisko wbiegły służby medyczne. Za swoją postawę został wyróżniony międzynarodową nagrodą fair play oraz medalem Pierre’a Coubertina. Po meczu nie zabrakło komentarzy samych zawodników :

Colin Charvis: Kiedy leżałem po otrzymaniu szarży Tana zachował się wspaniale. Byłem nieprzytomny, więc ułożył mnie w bezpiecznej pozycji i wyjął szczękę abym jej nie połknął.

Martyn Williams (kapitan Walii): To pokazuje, że są w życiu ważniejsze sprawy niż wyłącznie gra. Mogą przytrafić się gorsze rzeczy niż porażka w meczu. Ciągle masz szansę wstać rano i żyć dalej. To co zrobił Tana było wspaniałe.

Przykład ten potwierdza, że nawet w meczach o najwyższe stawki zawodnicy nie pozostawiają rywala bez pomocy. Trzeba również dodać, że gdy zawodnik doznaje kontuzji i leży na boisku gra nie jest przerywana (chyba, że dojdzie do błędu lub przewinienia – wtedy sędzia przerywa grę zgodnie z zasadami i może zatrzymać zegar). W czasie gry na boisko mogą wbiec masażyści i służby medyczne. Jeśli gra nie zostanie przerwana z innego powodu obok opatrujących lekarzy wciąż może toczyć się akcja!

Szanuj sędziego

Nawiązując jeszcze do szacunku oraz porównań z piłką nożną niezwykle ważnym elementem jest szacunek do sędziego. Różnica w zachowaniu zawodników wobec arbitrów na meczach rugby a piłki nożnej jest bardzo jaskrawa. W piłce normą jest dyskusja z sędzią, krzyczenie na niego, a nawet popychanie go. Nie wspominając o teatralnych gestach piłkarzy niezadowolonych z decyzji arbitra. W rugby tego typu zachowania są natychmiast karane rzutami karnymi lub kartkami. Jeśli zawodnik ubliży sędziemu może spodziewać się żółtej kartki (co w rugby skutkuje wykluczeniem na 10 minut z gry), a gdy to nie pomoże nawet czerwoną (obowiązek opuszczenia boiska i dyskwalifikacja na co najmniej jeden mecz). Za dyskusję z sędzią drużyna karana jest rzutem karnym, czyli stratą piłki i 10 metrów pola, zatem jest to zupełnie nieopłacalne dla własnej drużyny. Gracze, którzy mają problem z poskromieniem swoich gwałtownych reakcji i komentarzy są bardzo szybko dyscyplinowani wspomnianymi wyżej środkami. Nawet największy „krzykacz” musi zamilknąć, by nie przysparzać swojej drużynie strat. To skuteczne narzędzie do walki z nerwowością niektórych zawodników.


W rugby z decyzją sędziego się nie dyskutuje (prawo do rozmowy z arbitrem ma tylko kapitan drużyny, który jako jedyny może zwrócić uwagę na konkretne sytuacje). Dla rugbistów niepojęte jest naruszenie nietykalności sędziego w stopniu, w jakim odbywa się to w piłce nożnej. Pewien znany zagraniczny sędzia międzynarodowy – Nigel Owens – uciął dyskusję jednego z niezadowolonych zawodników krótkim zdaniem: „To nie jest piłka nożna!” . Komentatorzy sportowi często zwracają uwagę widzów na ten aspekt rugby. Stawiają tego typu zachowania za wzór. Prezentowanie opozycji pomiędzy rugby a piłką nożną to bardzo częsty zabieg stosowany przez komentatorów w trakcie transmisji. Za każdym razem to rugby i rugbiści stawiani są za wzór. 

Nie zachowuj się jak piłkarz


Kontynuując wątek porównań rugbistów do piłkarzy nożnych trzeba zaznaczyć, że zachowania z boisk piłkarskich są piętnowane w rugby. Powiedzenie komuś, że zachowuje się jak piłkarz jest nacechowane bardzo negatywnie i stanowi wyraźny sygnał, że ktoś zapomniał o wartościach panujących w rugby.

Piłka nożna jest jedną z najpopularniejszych dyscyplin sportowych na świecie. Niestety obecne w niej ogromne przefinansowanie doprowadziło do zepsucia dyscypliny pod względem moralnym. Piłka nożna w Polsce kojarzy się z handlem meczami, przekupstwem sędziów, arogancją i zarozumiałością władz, a także niezbyt wysokim poziomem sportowym zawodników. Za granicą bywa podobnie, ale przynajmniej poziom sportowy jest znacznie wyższy. W związku z tym komentatorzy starają się za pomocą jaskrawych porównań działać na rzecz propagowania rugby.

W marcu 2013 r. komentatorzy świetnie wykorzystali dwumecz Polski z Ukrainą. Pierwszy mecz był rozgrywany w piłkę nożną (22 marca), a po tygodniu odbył się mecz rugbistów (30 marca). Oba spotkania miały duże znaczenie – piłkarze grali mecz grupowy o awans na mistrzostwa świata, zaś rugbiści o awans do Pucharu Świata. Piłkarze w słabym stylu przegrali 1:3, natomiast rugbiści po bardzo zaciętym spotkaniu zwyciężyli 13:12. Przebieg meczu rugbistów był niezwykle dramatyczny. Grano w trudnych warunkach atmosferycznych. Walczono o każdy metr boiska. W pewnym momencie doszło do bójki pomiędzy zawodnikami, a za kilka minut sytuacja się powtórzyła. Mimo że bijatyki to bardzo rzadki widok na dzisiejszych meczach rugby, to sporadycznie zdarzają się na całym świecie. Po zwycięstwie rugbistów komentatorzy postanowili wykorzystać sytuację do propagowania pozytywnych zachowań nawet po meczu z bójką. Redaktor Przemysław Iwańczyk z Polsatu komentujący to spotkanie stwierdził: 

Tak się gra dla barw narodowych, tak gra się dla orzełka. Uczcie się panowie piłkarze, bo naprawdę warto grać do końca, nawet po tak nieprzyjemnych ciosach, jakie padły na początku ze strony rywala, nawet przy zagraniach nie fair ze strony przeciwnika nie należy się poddawać. 
(…) Niech to będzie najlepszą puentą naszego dzisiejszego widowiska, które nie było piękne, ale zakończyło się wspaniałym sukcesem naszej reprezentacji.

Po końcowym gwizdku arbitra wielu zawodników było skrajnie zmęczonych, zakrwawionych i poobijanych. Jeden z naszych zawodników rozpłakał się ze wzruszenia. Redaktor Iwańczyk skomentował to następująco: „Płacze się w sporcie nie tylko po przegranych meczach, można także uronić łzę po spotkaniach wygranych”.

Niewątpliwie mecz ten przeszedł do historii polskiego rugby, ale dzięki pracy komentatorów miał również swój wydźwięk w ogólnej świadomości społecznej. Na popularnych portalach informacyjnych pojawiły się artykuły o cennym i bardzo trudnym zwycięstwie polskich rugbistów. Każdy redaktor zawarł w swoim artykule choć jedno zdanie porównujące mecz rugbistów z meczem piłkarzy. Oczywiście owo porównanie zawsze wypadało na korzyść rugbistów. Nawet w telewizyjnym programie piłkarskim, gdzie podsumowuje się ligowe spotkania, jeden z dziennikarzy wykorzystał fragment meczu rugbistów, aby pokazać swoim współrozmówcom jak należy walczyć o zwycięstwo.

Redaktor sportowy podpisujący się jako „JJarecki” napisał felieton pt. „Obrazki sportowe. Kochajmy rugby!” , w którym przyznał się, że nie ma pojęcia o rugby i mecz obejrzał przez przypadek. Jak sam pisze:

Owszem, znam podstawowe zasady. Nie wolno podawać rękoma piłki do przodu, odwrotnie niż kopać. Punkty zdobywa się poprzez przyłożenie „jaja” za linią końcową, a strzelając karniaka trzeba przekopnąć piłkę pomiędzy sięgającymi nieba słupkami. Ponoć tyle wystarczy na początek.

Jednakże po obejrzeniu starć z Ukraińcami, gdzie doszło do wymiany ciosów uznał, że jest świadkiem czegoś, czego jeszcze nie oglądał. Okazało się, że jest w Polsce drużyna, o której wie bardzo niewiele, a po której już na pierwszy rzut oka widać, że jest zdeterminowana walczyć o zwycięstwo Polski do upadłego:

Kamera pokazuje reprezentanta Polski. Z łuku brwiowego sączy się krew. Przyklęka za linią i przykłada sobie do twarzy garść śniegu. Ukraina kontratakuje. Zawzięty Kozak mknie z „jajem” przytulonym do szerokiej piersi, starając się obiec naszych. Ile trzeba odwagi, gdy szarżuje na człowieka dwóch, na oko, studwudziestokilogramowych facetów! Powalony, stratowany, przygnieciony do ziemi. Młyn dla Ukrainy.

(…) Mimo nacisku naszych reprezentantów wynik się nie zmienia, ale patrząc na walczących mężczyzn, widać od razu, że brak jakiejkolwiek analogii pomiędzy niedawnym starciem reprezentacji piłkarskiej z Ukrainą. Choć z każdą upływającą minutą mniej wierzę w korzystny wynik, nie mogę oderwać wzroku od tych heroicznych zmagań.
Ukraińcy prowokują. Zaczynają się starcia pomiędzy graczami, które przeradzają się w pierwszą, dosłownie, krwawą bijatykę.
(…) Na boisku gęsto od emocji. Młyn w pobliżu ukraińskiej bramki. Nasi wręcz unoszą w powietrze, dotychczas niepokonaną formację rywali, zdobywając kilkanaście metrów. Jeszcze dwukrotnie Ukraińcy mają swoje szanse w kontratakach, ale natykają się na tak zdeterminowanych obrońców, że graniczy z cudem brak jakichkolwiek kontuzji, że o ranach szarpanych nie wspomnę.

Dziennikarz był zbudowany postawą rugbistów. Zmotywowało go to do napisania artykułu, w którym podziękował zawodnikom za to, że mógł być świadkiem tak twardej sportowej walki. Duża w tym zasługa komentatorów, którzy nakierowali tok myślenia wielu kibiców na podobne tory. Poniżej podsumowanie sporządzone prze redaktora JJarecki:

Wygrali, ponieważ walczyli do końca z niebywałą determinacją i zapałem. Wygrali, ponieważ włożyli w grę wszystko, co mieli do dyspozycji. Wygrali z lepiej dysponowanym tego dnia przeciwnikiem.
(…) Ktoś może skomentować, że opisałem horror. Bójki, krew, przemoc… niby tak, ale rugby, wbrew pozorom nie jest sportem kontuzjogennym. Piłka nożna, o dziwo, wyprzedza tutaj rugby o trzy długości.
Wiem, polskie rugby to druga liga. Mamy kilkanaście ośrodków, gdzie jest uprawiane, co stawia je na sportowej mapie Polski obok hokeja na trawie. To dziwne, ponieważ jest to relatywnie tani sport. Zasadniczo można biegać z „jajem” wszędzie tam, gdzie jest boisko piłkarskie. Na dodatek, wbrew pozorom jest to sport dla każdego amatora. W drużynie jest miejsce dla szczupłych biegaczy, szczerych osiłków, na poziomie amatorskim, po prostu dla ludzi z „masą”.
Tu nie da się „gwiazdorzyć”. Przejść obok meczu, padać z krzykiem, gdy zawieje wiatr. Może dlatego rugby nie budzi zainteresowania naszych mediów czy władz sportowych. Zarabia się na kreacji graczy, a nie na ich codziennym sprawdzianie. A może dlatego, że uczy bezpośredniej walki? Męskiej walki. Nie wiem.
Dzisiaj, na koniec, przepraszając za niewiedzę. Dziękuję wszystkim reprezentantom Polski w rugby za emocje, jakich od dawna nie zaznałem oglądając zawody sportowe. Za dawkę adrenaliny dostarczoną w Wielką Sobotę. Brawo! Brawo Panowie!

Nie udawaj

Komentatorzy meczów rugby często zwracają uwagę na to, że rugbiści niczego nie udają na boisku. Jeśli zawodnik nie może podnieść się z murawy to faktycznie cierpi i nie udaje kontuzji czy bólu. Tego typu widoki znane są z boisk piłkarskich, gdzie gra aktorska jest ćwiczonym elementem. Piłkarze wymuszając faul mogą zyskać przewagę taktyczną, uzyskać rzut wolny z dogodnej pozycji, uzyskać rzut karny czy doprowadzić do wykluczenia rywala z meczu za kartki. W rugby są to zachowania niezwykle rzadkie, a jeśli się zdarzają są natychmiast piętnowane. Jest ogólnie przyjęte, że rugbiście nie przystoi udawać na boisku. Komentatorzy sportowi, którzy często stosują obrazowe porównania lubią posługiwać się kolejnym sloganem związanym z rugby: „Piłkarz udaje, że go coś boli, a rugbista udaje, że nic go nie boli”. Faktycznie, gdy rugbista schodzi z boiska z powodu urazu to z całą pewnością nie udaje, że coś mu się stało.



Komentatorzy zagraniczni

W krajach, gdzie rugby ma długie i bogate tradycje komentatorzy nie muszą być ambasadorami tego sportu. Świadomość społeczeństwa jest wystarczająco duża, aby móc skupić się na samym aspekcie sportowym meczu. Wszelkiego rodzaju zachowania nawiązujące do opisanego wyżej etosu są traktowane jako coś zupełnie naturalnego i normalnego. Podejście zagranicznych komentatorów jest więc mniej patetyczne i emocjonalne niż w przypadku polskich dziennikarzy. Wartości jakie niesie ze sobą rugby są powszechnie znane i media nie muszą tak często do nich nawiązywać.

Przytoczyłem najważniejsze wartości składające się na etos rugbisty. Polscy komentatorzy sportowi ze względu na znajomość z rugbistami (niektórzy z nich są byłymi zawodnikami) starają się przekazywać jak najwięcej informacji o tym, jacy są rugbiści. Budują w ten sposób pozytywny obraz dyscypliny. Dzięki ich pracy możliwa jest zmiana nastawienia do rugby w Polsce i pozyskiwanie nowych sympatyków i kibiców, którzy za sprawą prezentowania wartości obowiązujących w rugby stają się świadomymi odbiorcami meczu.

Z punktu widzenia rugbistów jest to niezwykle cenna pomoc. Media są obecnie bardzo ważną siłą oddziałująca na społeczeństwo. Za ich sprawą w przyszłości rugby może stać się sportem równie popularnym jak piłka ręczna czy siatkówka. Co ciekawe pozytywny obraz kreowany przez komentatorów meczów rugby nie jest przesadzony. Rugby jest dyscypliną sportu, która może zrobić wiele dobrego w społeczeństwie. Bardzo wielu ludzi zawdzięcza mu „uratowanie życia”. Rugby okazało się dla niektórych szkołą charakteru i nauczyło radzić sobie ze słabościami i problemami, częstokroć pomagając zejść z niewłaściwej drogi życiowej.

Komentatorzy bardzo często porównują rugbistów do twardych ludzi, patriotów o honorowych zasadach. W trakcie grania hymnu narodowego przed meczem reprezentacji bardzo wielu zawodników nie kryje wzruszenia i płacze rzewnymi łzami. Rzadko widzimy takie obrazki na innych arenach sportowych. Spotykamy się z nimi głównie podczas dekoracji medalowych na Igrzyskach Olimpijskich.

Na zakończenie warto wspomnieć o jeszcze jednym wykorzystaniu etosu rugby, tym razem do walki politycznej i to z bardzo pozytywnym skutkiem. Chodzi o zniesienie apartheidu w RPA. Nelson Mandela wykorzystał reprezentację rugbistów jako narzędzie do zwalczania rasizmu w swoim kraju. Dzięki drużynie Springboks, która w 1995 roku zdobyła na własnej ziemi Puchar Świata udało się zjednoczyć naród i pokonać bardzo silne i głęboko zakorzenione uprzedzenia rasowe. Historię tego wydarzenia opisano w książce Johna Carlinga pt. Playing the Enemy: Nelson Mandela and the Game That Made a Nation (sierpień 2008) oraz filmie Invictus wyreżyserowanym przez Clinta Eastwooda powstałym na kanwie tejże książki. Jak widać rugby może stanowić ostoję wielu pozytywnych cech, a nawet być orężem w walce z rasizmem i być pomocnym narzędziem przy jednoczeniu całych narodów. Warto aby media chętniej sięgały po tę dyscyplinę nie tylko ze względu na jej widowiskowość i walory sportowe, ale także ze względu na pozytywne cechy jakie ze sobą niesie.

Telewizja stanowi niezwykle skuteczne medium pośredniczące w popularyzowaniu rugby i wartości jakimi kierują się rugbiści. Komentatorzy relacjonujący mecze rugby na polskiej antenie mają wobec tego bardzo odpowiedzialne zadanie i wywiązują się z niego znakomicie. 

Autorem tekstu jest Alcatraz, dziękuję za udostępnienie go czytelnikom bloga.