MyMenu1

niedziela, 11 października 2015

Puchar Świata od środka


Niedawno pisałem o tym, że zostałem wybrany do pomocy przy organizacji Pucharu Świata. Długie wyczekiwanie dobiegło końca. W piątek i sobotę wszedłem za kulisy i stałem się jednym z członków załogi odpowiedzialnej za sukces turnieju. Było to jedyne w swoim rodzaju przeżycie, które zapamiętam do końca życia. Nawet w najśmielszych oczekiwaniach nie spodziewałem się, tak fantastycznej atmosfery. 

Zostałem przydzielony do dwunastoosobowej grupy „press operations”, której zadaniem była współpraca z dziennikarzami i fotografami na meczu Anglia – Urugwaj w Manchesterze.  Ta uprzywilejowana pozycja wiązała się z najwyższym poziomem akredytacji, a więc wejściem na boisko, konferencje prasowe, do tunelu, którym wychodzą zawodnicy oraz na zaplecze stadionu normalnie niedostępne dla kibiców i mediów.

Przygoda rozpoczęła się w piątek rano, kiedy to pracowałem przy obsłudze oficjalnego treningu Anglii. Reporterzy, ekipa telewizyjna i fotografowie przez kwadrans przyglądali się formie gospodarzy turnieju. Po 15 minutach wszyscy musieli opuścić murawę oraz trybuny i drużyna trenowała sama. Taka sesja nazywana jest „captain’s run”, tradycyjnie jest to trening prowadzony przez kapitana, a nie trenerów, chociaż oczywiście zdarzają się odstępstwa od tej reguły.

Był to mój pierwszy tak bliski kontakt z ekipą Stuarta Lancastera, trening można było oglądać z linii autowej boiska. Nasza dwunastka zaznajomiła się z obiektem, (m.in. szatniami drużyn) i procedurami. Zostaliśmy także podzieleni na mniejsze grupy odpowiedzialne za konkretne zadania na meczu. Ja trafiłem wyjątkowo szczęśliwie. Zostałem, bowiem przydzielony do czteroosobowego zespołu, który miał współpracować z fotografami. Oznaczało to, że będę bardzo blisko akcji. 

Po piątkowym preludium z niecierpliwością czekałem na to, co miało wydarzyć się następnego dnia. Sobotnie emocje rozpoczęły się dość wcześnie. Na stadionie byłem już o 16.00, chociaż mecz rozpoczynał się dopiero o 20.00. Manchester zmienił się nie do poznania. Miasto, w którym na co dzień króluje piłka nożna, zorganizowało dwie wielkie imprezy rugby tego samego dnia. Stadion Manchester City gościł Puchar Świata, natomiast Old Trafford finałowe spotkanie rugby trzynastoosobowego. Łącznie na trybunach zasiadło ok 130 000 kibiców owalnej piłki. Mimo stosunkowo wczesnej godziny, kibice obu kodów byli wyraźnie widoczni i atmosfera zaczęła narastać już podczas drogi na obiekt.

Gdy dotarłem na stadion, miałem możliwość przeżycia jednej z najwspanialszych przygód w moim życiu. Po krótkiej odprawie i zapoznaniu się z zadaniami, zostałem przydzielony do konkretnego miejsca, za które byłem odpowiedzialny. Początkowo puste trybuny, zaczęły się zapełniać i tętnić życiem. Dziennikarze i fotoreporterzy przygotowywali się do pracy czekając na rzut monetą. Gdy sędzia i kapitanowie wylosowali strony, wydarzenia wyraźnie przyspieszyły. Fotografowie zajęli odpowiednie pozycje, drużyny rozgrzewały się a kibice coraz liczniej przybywali na swoje miejsca. 

Wkrótce okazało się, że wszystko zostało perfekcyjnie zorganizowane i w moim sektorze nie będzie żadnych nieprzewidzianych sytuacji. Oznaczało to, że mogę zająć specjalne miejsce tuż za linią boczną i delektować się meczem. Siedziałem dosłownie 2 metry od boiska. Byłem tak blisko murawy, że czułem zapach trawy, słyszałem co mówią do siebie zawodnicy, a gdy obie drużyny wybiegały z tunelu, na twarzy czułem ciepło buchających płomieni, które witały zawodników. Oglądanie meczu z takiej perspektywy było niezwykłym przeżyciem. Bliżej akcji znajdowała się chyba tylko ekipa medyczna, i sędziowie liniowi. Niezwykła atmosfera, którą trudno opisać słowami, stawała się coraz bardziej intensywna. Głośny doping sprawiał, że po plecach przechodziły ciarki. Początkowo Anglia atakowała na stronę, gdzie siedziałem. Szarże i przegrupowania odbywały się zaledwie kilka metrów ode mnie. Nawet najlepsze powtórki w jakości HD nie mogą oddać tego jak wygląda mecz na najwyższym poziomie widziany z bliska. Szybkość, siła i dynamika graczy robiły imponujące wrażenie. 

Chociaż spotkanie od początku toczyło się pod dyktando gospodarzy to wynik był dla mnie sprawą drugorzędną. Możliwość uczestniczenia w wydarzeniu i przeżywania go, jako jeden z organizatorów oraz niespotykana perspektywa i bliskość boiska sprawiły, że był to dla mnie najwspanialszy mecz rugby na jakim byłem do tej pory. 

Z pośród czterech spotkań RWC, które oglądałem w tym roku, to Anglia – Urugwaj najlepiej zapisze się w mojej pamięci. Ciekawe jak na tym tle wyglądać będzie finał… Pamiątki w postaci zestawu limitowanej serii, wysokiej jakości ubrań i mnóstwa gadżetów, które dostałem jako wolontariusz RWC 2015 będą mi przypominały to fantastyczne przeżycie. Najwspanialsze jednak są znajomości, jakie zawarłem z innymi pasjonatami rugby i wspomnienia, które na zawsze pozostaną w mojej pamięci.

sobota, 3 października 2015

Anglia za burtą RWC 2015!



Pierwszy raz w historii Pucharu Świata gospodarz turnieju odpadł w fazie grupowej! Australia zasłużenie pokonała Anglię 13:33. Znajdujący się pod dużą presją gospodarze, mimo ambitnej postawy, nie byli w stanie zatrzymać znakomicie grających Wallabies. 

Fantastyczny występ zaliczył Bernard Foley – australijski łącznik ataku, w pierwszej połowie zdobył wszystkie punkty swojej drużyny (dwa przyłożenia, dwa podwyższenia i karny). Gospodarze odpowiedzieli tylko jednym karnym trafionym przez Owena Farrella. Po zmianie stron podopieczni Stuarta Lancastera starali się szybko odrobić straty, na ich drodze kolejny raz stanął jednak Foley, który zwiększył przewagę do 3:20. Australijską defensywę w końcu przełamał Anthony Watson. Skrzydłowy przyłożył piłkę na polu punktowym a Farrell podwyższył. Anglia zniwelowała deficyt do 10 punktów (10:20) i przejęła inicjatywę. Wkrótce po tym celny karny łącznika ataku sprawił, że nadzieja powróciła w serca angielskich kibiców. Było 13:20 i wyglądało na to, że zawodnicy dowodzeni przez Chrisa Robshawa przeważą szalę zwycięstwa na swoją stronę.



W 71. minucie Owen Farrell został ukarany żółtą kartką. Strata łącznika ataku podcięła skrzydła gospodarzom. Foley trafił karnego a 4 minuty później dołożył drugiego. Matt Giteau ostatecznie pogrążył przeciwników zanosząc piłkę na pole punktowe. Foley nie miał problemów z podwyższeniem. Sędzia odgwizdał koniec spotkania i porażka Anglii stała się faktem. 

Niezależnie od wyników w następnej rundzie, do ćwierćfinałów przejdą ekipy Australii i Walii a gospodarze za tydzień pożegnają się z grą w tegorocznej edycji turnieju. Wallabies zwyciężyli zasłużenie, byli lepsi od rywali w większości elementów. Znakomicie zagrali trzecioliniowcy Hooper i Pocock, którzy zdominowali przegrupowania. Dobrze funkcjonował młyn, a zawodnicy ataku imponowali ciekawymi rozwiązaniami ofensywnymi i skuteczną obroną.

Poniżej skróty z meczu:


środa, 30 września 2015

RWC 2015 na żywo




Ostatni weekend był dla mnie bardzo emocjonujący. Odwiedziłem trzy stadiony, na których obejrzałem ekscytujące mecze Pucharu Świata w rugby. Przygoda zaczęła się od piątkowej podróży do Gloucester, gdzie Argentyna grała z Gruzją.


Okolice Kingsholm obfitowały w rugbowe akcenty. Część z nich została przygotowana specjalnie na Puchar Świata, inne stworzyli kibice Gloucester – klubu, na co dzień występującego w Aviva Premiership. Uwagę przykuwały m.in. rugbowe graffiti oraz dom, z którego dachu wystawała olbrzymia jajowata piłka. Okolice stadionu zdominowali fani Argentyny. Biało-niebieskie koszulki i powiewające flagi były bardzo widoczne. Gdzieniegdzie pojawiały się czerwone barwy Gruzji. Atmosfera na trybunach była wspaniała. Kibice Argentyny zagrzewali swoich ulubieńców do boju; śpiewali, tańczyli, klaskali i wiwatowali. Neutralni widzowie wspierali dopingiem Gruzinów. Stosunkowo niewielki obiekt sprawiał wrażenie bliskości. Akcje na boisku były doskonale widoczne, a trybuny dzielił od murawy tylko niewielki odcinek trawy i niski płotek. Organizatorzy wpadli na doskonały pomysł – serwowali piwo w kuflach specjalnie przygotowanych na RWC. Szklanki były na tyle atrakcyjne, że niemal wszyscy zabierali je ze sobą, jako pamiątkę. Sam mecz okazał się być bardzo interesujący. Gruzja zagrała ambitnie i przez długie okresy walczyła jak równy z równym. Argentyna pokazała jednak klasę zdobywając trzy przyłożenia, gdy kapitan przeciwników został ukarany żółtą kartką.



W sobotę obserwowałem zmagania drużyn RPA i Samoa. Mecz rozgrywany był na dużym, piłkarskim obiekcie klubu Aston Villa i atmosfera była zupełnie inna niż dzień wcześniej. Kibice Springboks zdominowali trybuny a ich donośny doping robił spore wrażenie. Jak można się było spodziewać obie ekipy preferowały fizyczny styl gry. Mecz obfitował, więc w widowiskowe szarże. Znakomicie zagrał JP Pietersen, który zdobył hat-trick przyłożeń i moim zdaniem był najlepszym zawodnikiem na boisku. Po nieudanym starcie w turnieju, zawodnicy RPA byli zdeterminowani do pokazania się z lepszej strony. Zagrali bardzo skutecznie, niemal nie popełniając błędów. Trudno było uwierzyć, że tak mocny zespół tydzień wcześniej uległ Japonii.

Weekend zakończył się wyjazdem do Leeds, gdzie grały ekipy Szkocji i USA. Podobnie jak poprzedniego dnia, mecz odbywał się na dużym piłkarskim stadionie. Większość kibiców dopingowała Szkocję, jednak neutralni jak zwykle opowiedzieli się po stronie „słabszych”. Zawodnicy USA pokazali się z dobrej strony i pierwszą połowę zwyciężyli 6:13. Po zmianie stron inicjatywę przejęli jednak Szkoci, którzy podkręcili tempo i pewnie wygrali inkasując punkt bonusowy. 

Wszystkie mecze były interesujące i dostarczyły niezapomnianych emocji. Fantastycznie było poczuć atmosferę Pucharu Świata i znaleźć się wśród tysięcy fanów celebrujących święto rugby. Dodatkowym atutem był fakt, że spotkania obejrzałem w doborowym towarzystwie, bowiem na mecze wybrała się ze mną niewielka grupa fanów rugby z Polski.

Kolejnym etapem mojej przygody z RWC będzie mecz Anglia – Urugwaj a kulminacją finał na Twickenham.

poniedziałek, 21 września 2015

Podsumowanie pierwszego weekendu RWC 2015

Osiem meczów Pucharu Świata za nami. Już teraz można śmiało powiedzieć, że będzie to udana impreza. W pamięć zapadną pełne stadiony, na których bawią się kibice z całego świata, zacięte mecze i przede wszystkim największa niespodzianka w historii – zwycięstwo Japonii nad RPA. 


W piątkowym meczu otwarcia gospodarze turnieju, nie bez kłopotów pokonali waleczną ekipę Fidżi 35:11. Podopieczni Stuarta Lancastera popełnili sporo błędów i z pewnością nie grali tak jak życzyliby sobie tego miejscowi fani. Najważniejszy jednak jest rezultat. Przyłożenie, które zdobył Billy Vunipola w ostatniej minucie meczu zapewniło Anglii punkt bonusowy, co może okazać się niezwykle ważne w ostatecznym układzie grupy A. Bardzo dobrze zaprezentował się obrońca Mike Brown, który zdobył dwa przyłożenia i stanowił najmocniejszy element angielskiej ofensywy. Zawodnicy Fidżi imponowali warunkami fizycznymi i odważną grą. Szczególnie wyróżniał się skrzydłowy Nemani Nadolo, który posturą przypomina legendarnego Jonah Lomu.


Sobotę rozpoczął mecz Tonga – Gruzja. Jak można było się spodziewać spotkanie było ciężką fizyczną batalią. Obie ekipy prezentowały podobny styl gry, jednak Gruzini lepiej wykorzystali swoje atuty i pokonali rywali 17:10. Kluczowym elementem okazała się mocna defensywa. Gruzja oddała aż 201 szarż a Tonga zaledwie 50. Najlepszym zawodnikiem meczu został trzecioliniowiec Mamuka Gorgodze, który zdobył przyłożenie i zapisał na swoim koncie aż 27 szarż!


W drugim sobotnim spotkaniu Irlandia pewnie zwyciężyła Kanadę 50:7. Grą znakomicie dyrygował Jonathan Sexton. 50 000 irlandzkich fanów, którzy oglądali mecz w Cardiff było świadkami aż siedmiu przyłożeń swojego zespołu. Punkty zdobywali: Sean O'Brien, Iain Henderson, Johnny Sexton, David Kearney, Sean Cronin, Rob Kearney i Jared Payne. Kanada odpowiedziała jednym przyłożeniem, za które otrzymała owacje na stojąco. Joe Schmidt nie ukrywał zadowolenia z postawy swojego zespołu. W pomeczowym wywiadzie powiedział, że jego zawodnicy zagrali zgodnie z założeniami, byli zdyscyplinowani, skuteczni w stałych elementach i dobrze wykonali powierzone im zadania.


Największą niespodziankę w historii Pucharu Świata sprawiła drużyna Japonii, która pokonała RPA 34:32! Skazani na pożarcie Japończycy zaskoczyli rywali swoim stylem gry. Byli dynamiczni, szybcy i zdeterminowani, zagrali mądrze taktycznie i przez duże fragmenty meczu dyktowali warunki spotkania. Znakomicie radzili sobie w przegrupowaniach i imponowali dyscypliną. Kluczowym momentem meczu była decyzja kapitana, który w 79. minucie przy stanie 29:32 dla RPA zdecydował, że karnego zamieni na młyn mimo, że stosunkowo łatwy kop na słupy zapewniał remis. Odwaga się opłaciła. W 84. minucie zwycięskie przyłożenie zdobył Karne Hesketh. Japonia dokonała czegoś, co wydawało się niemożliwe, w pełni zasłużenie wygrała z jedną z najlepszych drużyn na świecie. Olbrzymie brawa należą się całemu zespołowi oraz trenerowi Eddiemu Jonesowi, który tak znakomicie przygotował ekipę. Cały rugbowy świat jest pod wrażeniem wyczynu, który na długo zapadnie w pamięć.


W czwartym sobotnim meczu Francja pokonała Włochy 32:10. Mecz nie należał do najpiękniejszych. Zawodnicy obu zespołów mieli problemy z zachowaniem dyscypliny.  Kluczowym graczem Francji okazał się doświadczony Frederick Michalak, który skutecznie egzekwował kopy na bramkę i zdobył aż 19 punktów. Mimo dość wysokiej przewagi, trójkolorowi nie zdołali zdobyć czterech przyłożeń, a ich gra pozostawiała wiele do życzenia. Aby myśleć o zajęciu pierwszego miejsca w grupie podopieczni Phlippe’a Saint-Andre będą musieli zaprezentować się znacznie lepiej, szczególnie w starciu z Irlandią.


Niedzielę rozpoczęło spotkanie Samoa – USA. Mecz był dość wyrównany jednak Samoańczycy byli bardziej zdyscyplinowali. Popełniali mniej błędów, skutecznie wykorzystywali karne po przewinieniach rywali i zasłużenie wygrali 25:16. Trener Stephen Betham powiedział, że jego ekipa zbyt często podejmowała ryzyko podając piłkę w ryzykownych sytuacjach, ostatecznie jednak jest zadowolony z postawy graczy i końcowego rezultatu. W najbliższą sobotę Samoa zmierzy się z drużyną Springboks, która z pewnością będzie chciała zrehabilitować się po porażce z Japonią. Zapowiada się ciekawy mecz, który będę miał przyjemność obejrzeć z trybun.


Walia pokonała w Cardiff Urugwaj 54:9. Bonusowe zwycięstwo zostało jednak okupione nowymi kontuzjami. Warren Gatland już wcześniej stracił kilku kluczowych zawodników a niedzielny mecz dostarczył nowych zmartwień. Urazów doznali Cory Allen, Samson Lee, Liam Williams, Dan Lydiate, Aaron Jarvis i Paul James. Początek meczu należał do graczy Urugwaju, którzy radzili sobie całkiem dobrze, trafili dwa karne i wyszli na prowadzenie. Walijczycy potrzebowali kwadransa, aby nieco uporządkować grę. Ostatecznie zgodnie z oczekiwaniami zaczęli budować przewagę punktową. Jeszcze przed przerwą zapewnili sobie punkt bonusowy, a po zmianie stron dołożyli kolejne cztery przyłożenia, łącznie zdobywając ich osiem. Trzy z nich na swoim koncie zapisał Cory Alen. Biorąc pod uwagę plagę kontuzji oraz stosunkowo niewysokie zwycięstwo, nad pół-amatorskim zespołem rywali, sytuacja Walii nie wygląda najlepiej. W grupie znajdują się bowiem groźne reprezentacje Anglii, Australii i Fidżi.


Weekend zamknął pojedynek Nowej Zelandii z Argentyną. Mecz na Wembley obejrzało aż 89 019 fanów, co jest nowym rekordem Pucharu Świata (poprzedni został ustanowiony w 2003 i wynosił 82 957). Mistrzowie Świata zwyciężyli 26:16, ale spotkanie nie należało do łatwych. Pumy postawiły twarde warunki i pierwszą połowę wygrały 12:13. All Blacks popełniali wyjątkowo dużo błędów i mieli problemy z dyscypliną. Żółtą kartę za wyjątkowo nierozsądny faul otrzymał kapitan Richie McCaw. Niedługo później na ławkę kar usiadł Conrad Smith i Nowa Zelandia grała w trzynastu. Po zmianie stron Argentyna zwiększyła przewagę do 12:16, jednak mistrzowie świata nie pozwolili na nic więcej. Poprawili grę i przechylili szalę zwycięstwa na własną stronę. Dobrze zaprezentowali się Sonny Bill Williams, który tradycyjnie imponował znakomitymi podaniami „na kontakcie” oraz łącznik młyna Aaron Smith, który był jednym z najlepszych zawodników na boisku.

Kibiców czekają teraz dwa dni odpoczynku, pucharowe zmagania powrócą w środę (23.09.15). Szkocja zagra z Japonią, Australia z Fidżi a Francja z Rumunią.

piątek, 18 września 2015

Gdzie oglądać Puchar Świata



Długie wyczekiwanie nareszcie dobiegło końca. Dzisiaj zaczyna się prawdziwe święto rugby!

W tym roku polscy kibice mogą delektować się oglądaniem turnieju w telewizji. Mecze będzie transmitował Polsat Sport. Warto jednak rzucić okiem na inne kanały, na których będzie można oglądać RWC 2015. Szczególnie, jeśli kogoś interesuje alternatywny komentarz.
Poniżej lista stacji.
Wszystkim fanom owalnej piłki życzę niezapomnianych emocji.


ITV (Anglia, Szkocja, Irlandia, Walia)
ITV 4 (Anglia, Szkocja, Irlandia)
S4C (Walia)
TV3 (Irlandia)
3e (Irlandia)
Fox SPORTS (Australia)
Channel 9 (Australia)
SkySports (Nowa Zelandia)
Universal Sport (USA)
UniversialSport.com (USA)
NBC Sports (USA)
TF1 (Francja)
Canal+ (Francja)
SuperSports (RPA)
EuroSports (Austria, Belgia, Niemcy, Lichtenstein, Luxemburg, Szwajcaria
TSN (Kanada)
RDS (Kanada)
ESPN (Brazylia, Urugwaj)
Moviestar+  (Hiszpania)
Viaplay (Szwecja i Finlandia)
Viasat (Szwecja i Finlandia)
Sky Italia (Włochy)
Digisport (Rumunia)
OSN (Środkowy Wschód)
Polsat Sport (Polska)
RTL (Holandia)
SuperSport (Afryka)
FijiTV (Tonga, Samoa, Fidżi oraz pozostałe państwa w regionie)
TF1 (Monako)
Peretz (Rosja)
Tivibu Spor (Turcja)
Fox Sports Asia (Tajwan, Tajlandia, Wietnam, Filipiny, Singapur)
Star Sports China (Indonezia, Chiny, HongKong, Kambodża)

piątek, 11 września 2015

Nietypowe pamiątki RWC 2015

Puchar Świata rozpoczyna się już za tydzień. Jak zawsze przy okazji dużych imprez sportowych, organizatorzy przygotowali wiele produktów, które mogą stać się wspaniałymi pamiątkami dla kibiców.

Większość oficjalnych gadżetów dostępna będzie na stadionach oraz w sklepach online np. http://www.rwcshop.com/ http://www.rugbystore.co.uk/ czy http://www.lovell-rugby.co.uk/. Turniejowa odzież, piłki czy akcesoria takie jak np. breloczki lub odznaki są łatwe do znalezienia, a w asortymencie można długo przebierać. Myślę jednak, że warto napisać kilka słów o mniej oczywistych produktach, które mogą zaciekawić fanów odwiedzających Anglię.


Sporą popularnością, szczególnie wśród młodszych miłośników rugby, cieszą się karty kolekcjonerskie „Rugby Attax”. Cały zestaw składa się z 240 sztuk przedstawiających najlepszych zawodników. Każdego gracza określa kilka współczynników jak np. szybkość, siła, szarża, podania, itd. Kibice mogą więc zebrać drużynę marzeń i toczyć między sobą batalie przy stole. Pakiety z kartami dostępne są w księgarniach, sklepach z prasą oraz supermarketach. Za 1 funta otrzymamy zestaw 9 kart, album kosztuje 5 funtów.



Entuzjaści statystyk i informacji mają do wyboru kilka oficjalnych przewodników, w których z pewnością znajdą wiele ciekawych danych. Ceny wahają się od kilku do kilkunastu funtów. Publikacji najlepiej szukać w księgarniach lub większych supermarketach. Wiele gazet i magazynów stworzyło własne przewodniki, niektóre są równie dobre jak oficjalne produkty. Kibicom, których interesuje angielskie rugby polecam kupno niedawno wydanej książki „The rugby clubs of England” autorstwa Malcolma Crane. Nie jest to, co prawda tytuł ściśle związany z Pucharem, ale warto zaopatrzyć się w kompendium zawierające informacje o 500 angielskich klubach rugby. 

Fanów, którzy preferują oglądanie filmów z pewnością ucieszy fakt, że od 14 września będzie można nabyć film dokumentalny „Building Jerusalem”, który opowiada o tryumfie Anglii w 2003 roku.


Inne nietypowe pamiątki, w które można się zaopatrzyć to m.in. znaczki pocztowe wydane z okazji RWC 2015 przez Royal Mail. Zestaw składa się z ośmiu sztuk, na każdym znaczku przedstawiono jeden z kluczowych elementów rugby: szarżę, młyn, przyłożenie, podwyższenie, podanie, dropgol, ruck i aut. Na marginesie dodam, że rugbowa filatelistyka jest całkiem popularna i sam kolekcjonuję tego typu pamiątki. Część moich zbiorów można obejrzeć tutaj


Bardziej nowoczesna pamiątka, która być może przypadnie do gustu tym, którzy nie mogą wybrać się na Puchar, to gra Rugby15 dostępna na komputery PC oraz konsole PS3, P34 i Xbox. Sam jeszcze nie miałem okazji jej przetestować, dlatego więcej na ten temat napiszę innym razem.

Niezależnie od tego, czy Puchar będziemy śledzić na żywo czy raczej przed telewizorem, gorąco zachęcam do aktywnego przeżywania imprezy i chłonięcia wyjątkowej atmosfery. Dodatkowo przypominam, że meczom towarzyszy liga typerów i fantasy rugby. Informacje o tym jak dołączyć znajdziecie w poprzednim poście.