Dzisiaj na moim blogu przedstawiam coś zupełnie nowego. Niedawno przeprowadziłem wywiad z jednym z reprezentantów Polski – Stanisławem Niedźwieckim. O tym co miał do powiedzenia czytelnikom bloga, możecie przeczytać poniżej.
1. Jak zaczęła się Twoja przygoda z rugby?
Ojciec był trenerem Budowlanych Lublin i kadry Polski. Trenował również brat i ja także zacząłem przychodzić na treningi pobawić się piłką. Pierwszy raz poszedłem na boisko w wieku 5 lat. Pewnego razu pozwolono mi zagrać na treningu w rugby „chodzone” z drużyną mini-żaków. Miałem „fory” bo jako najmłodszy (miałem wtedy 6 może 7 lat) tylko mnie pozwolono biegać. Wtedy zdobyłem swoje pierwsze punkty. Pamiętam wielkie emocje podczas ucieczki przed przeciwnikami, którym trener po cichu zakazał mnie gonić. Gdy przyłożyłem czułem się jak mistrz świata. Od tamtej pory wiedziałem, że będę rugbistą.
2. Mimo młodego wieku, masz na koncie spore sukcesy. Czy mógłbyś o nich opowiedzieć?
Dwukrotnie udało mi się zdobyć mistrzostwo Polski i raz Puchar Polski. Pierwsze złoto zdobyłem z AZS-em AWF Warszawa, a drugie oraz Puchar z drużyną Budowlanych Łódź. Jako sukces liczę również grę w reprezentacji Polski seniorów. Wcześniej grałem również w reprezentacjach młodzieżowych, gdzie przez dwa lata byłem kapitanem.
3. Czy któryś z medali jest dla Ciebie szczególnie ważny?
Tak, pierwszy. Wróciłem wtedy po kontuzji kolana do gry i udało mi się uświetnić powrót do zdrowia złotym medalem. Poza tym, gdy pierwszy raz zawieszają ci złoty medal mistrzostw twojego kraju to wzruszenie na zawsze zapisuje ten moment w pamięci.
4. Oprócz klubów w Polsce grałeś także za granicą. Co możesz powiedzieć o poziomie w Benfice i w Portugalii?
W Portugalii grają trochę inaczej niż u nas. Przede wszystkim są dobrzy w grze ręką. To ich główna zaleta. Trzeba być naprawdę czujnym żeby nie dać się rozrzucić szeroko i obiec jakiemuś zwinnemu skrzydłowemu. U nas ludzie z ataku częściej szukają kontaktu niż tam. Druga sprawa to obcokrajowcy obecni w portugalskiej lidze. Są to zawodnicy z takich krajów jak RPA, Nowa Zelandia, Australia czy Francja. W wielu przypadkach stanowią oni podporę drużyn portugalskich, również Benficki.
5. Uważasz, że zmiana środowiska korzystnie wpłynęła na Twój rozwój jako zawodnika?
Tak, po pierwsze pouczająca była zmiana stylu gry. Jak wspomniałem było więcej gry ręką niż w Polsce. Po drugie kontakt z zawodnikami na wysokim poziomie. Mam tu na myśli wspomnianych obcokrajowców, ale także Portugalczyków, którzy grali w Pucharze Świata w 2007 roku. Miałem okazję sprawdzić się przeciwko nim.
6. Polecałbyś grę za granicą innym zawodnikom?
Zdecydowanie! Jeśli tylko jakiś zdolny chłopak ma okazję wyjechać za granicę to powinien to zrobić. Może z tego wyniknąć wiele korzyści, a przy odrobinie szczęścia może udać się załapać gdzieś wyżej.
7. Od kilku sezonów jesteś kapitanem Budowlanych Lublin. Czy bycie liderem to ciężkie zadanie? Jakie obowiązki pociąga za sobą ta pozycja?
Wiąże się to z większym obciążeniem psychicznym przed meczem. Kapitan musi dawać przykład na boisku, musi w sytuacjach kryzysowych zbierać drużynę w całość, zagrzewać do walki do końca. Przed meczem ważną rolą jest motywacja w szatni. Od słów kapitana często wiele zależy. Jak wiadomo 80% obrony to głowa a tylko 20% fizyka i umiejętności. Moim zadaniem jest, by te 80% było w użytku przez cały mecz. Kapitan to jednak nie tylko mecze, również na treningach trzeba mobilizować chłopaków do ciężkiej pracy. Dzwonić i pytać co się dzieje gdy nie trenują. Jak już wspomniałem, to wszystko składa się na dużą odpowiedzialność za zespół i wiąże się z dużą presją psychiczną. W międzyczasie trzeba się też skoncentrować na swojej grze i zadaniach do wykonania. Trudno mi oceniać, ale chyba dobrze odnajduję się w te roli.
8. Oprócz gry w Budowlanych Lublin występujesz także w reprezentacji Polski. Ile meczów rozegrałeś?
Zagrałem 10 oficjalnych meczów międzypaństwowych. Mam całkiem niezły bilans: 8 zwycięstw, remis i porażkę. Gra w kadrze to dla mnie największy sukces. To także wielki honor dla każdego sportowca.
9. Który był dla Ciebie szczególnie istotny?
Mecz z Niemcami rozegrany we Frankfurcie. Po raz pierwszy wyszedłem wtedy w podstawowej XV ponieważ jeden kolega się rozchorował. Pomyślałem, że to moja szansa. Mecz był bardzo zacięty. Jechaliśmy tam „na pożarcie”. Gazety niemieckie pisały nie o tym czy Niemcy wygrają, ale ile. Kilku podstawowych zawodników z naszego składu nie mogło przyjechać. Nasza porażka nie byłaby niespodzianką.
Mecz był ciężki i graliśmy bardzo twardo, ale podobało mi się to. Czułem napływającą moc, gdy Niemcy „pękali” i robili kolejne karne, które nasz kopacz zamieniał na punkty. W 50. minucie dostałem dobre podanie do wewnątrz. Wszedłem w dziurę w obronie, udało mi się jednego z Niemców załatwić wyblokiem i biec na pole. Dorwała mnie 3 strefa obrony. Zbiegło się 2 czy 3 przeciwników i po wejściu w kontakt straciłem przytomność, jednak w dalszej kontynuacji moja akcja przyniosła nam przyłożenie, które okazało się kluczowe dla zwycięstwa. Wygraliśmy 22:17. Mecz i swoją akcję obejrzałem za dwa tygodnie na video, ponieważ sam niewiele pamiętałem.





