MyMenu1

środa, 10 października 2012

Krótkie podsumowanie Aviva Premiership

Sześć kolejek Aviva Premiership za nami. Najważniejsze europejskie rozgrywki ligowe zostają zawieszone na dwa tygodnie. W tym okresie uwagę kibiców przykuje Heineken Cup. Pora na krótkie podsumowanie. 

Kibice angielskiej Premiership nie mogli narzekać na nudę. Tegoroczne rozgrywki, w każdej z sześciu rund, dostarczały wielu emocji i obfitowały w zaskakujące rezultaty. Liga jest w tym roku bardzo wyrównana, a mecze stoją na wysokim poziomie. Jak na razie, najwięcej powodów do zadowolenia mają zawodnicy Northampton Saints, którzy zwyciężyli sześć spotkań i z dorobkiem 22 punktów zajmują obecnie pierwsze miejsce. Za nimi uplasowały się ekipy Harlequins, Leicester Tigers i Saracens. Wszystkie mają po 20 punktów i bez wątpienia będą starały się pozostać w strefie play-off. O ile gra pierwszych trzech drużyn jest bardzo widowiskowa, to styl Saracens nie należy do najbardziej porywających. Ich główna broń to Charlie Hodgson, który skutecznie wykorzystuje większość kopów na bramkę. 

W środkowej części tabeli znajdują się Gloucester, Exeter Chiefs, Bath oraz London Wasps. Drużyny te z pewnością będą próbowały dostać się do pierwszej czwórki, jednak celem minimum będzie miejsce wśród najlepszej szóstki, co zapewni grę w następnym sezonie Heineken Cup. Miejsca 9-11 zajmują kolejno Worcester Warriors, London Welsh oraz London Irish. Najbardziej zadowolony ze swojej pozycji jest zapewne beniaminek ligi, który ma na koncie dwa zwycięstwa i 10 przyłożeń. Stawkę zamyka drużyna Sale Sharks, której słaba forma jest największym zaskoczeniem zarówno dla kibiców, jak i ekspertów. Sharksi przegrali wszystkie dotychczasowe mecze i jak na razie zdobyli zaledwie jeden punkt. 

Jak wspomniałem wcześniej, do emocji związanych z Aviva Premiership powrócimy 26 października, a najbliższe dwa weekendy zarezerwowane są na walkę o prymat w Europie w Heineken Cup i Amlin Challenge Cup.

poniedziałek, 8 października 2012

Podsumowanie Rugby Championship

Inauguracyjny turniej Rugby Championship dobiegł końca. Puchar trafił w ręce zawodników Nowej Zelandii, którzy zwycięstwo zapewnili sobie już tydzień temu. All Blacks nie mieli sobie równych. Wygrali wszystkie spotkania i przedłużyli serię meczów bez porażki do 16. W ostatnią sobotę pokonali na wyjeździe ekipę Południowej Afryki 16:32, mimo że do przerwy przegrywali 16:12. Kapitan Richie McCaw oprócz radości z triumfu w turnieju miał dodatkowy powód do zadowolenia. Jako pierwszy zawodnik w barwach Nowej Zelandii odniósł 100 zwycięstw. To prawdziwie imponujący wyczyn! Charyzmatyczny lider z trzeciej linii, który od lat dowodzi drużyną mistrzów świata wygrał niemal 90% meczów, w których występował. Gratulacje!

Drugie miejsce w turnieju zajęła Australia. Trapiona kontuzjami ekipa Wallabies nie miała łatwego zadania. W ostatnim meczu starła się na wyjeździe z Argentyną. Gospodarze jak zwykle grali bardzo twardo, jednak ambitni przyjezdni pokazali prawdziwą pasję i odnieśli ciężko wywalczone, ale zasłużone zwycięstwo. 

Na trzecim miejscu uplasowała się reprezentacja RPA. Kluczowym zawodnikiem Springboksów był doskonały Bryan Habana. Drużyna Południowej Afryki, mimo długich okresów bardzo dobrej gry nie mogła znaleźć broni na potężną Nową Zelandię. 

Czwarte miejsce zajęła reprezentacja Argentyny. Przed rozpoczęciem turnieju, wiele osób zastanawiało się czy Pumy są gotowe do walki ze światową elitą. Mimo że rugbiści z Południowej Ameryki nie zdołali wygrać żadnego meczu, zremisowali z RPA i okazali się bardzo wymagającym przeciwnikiem. Argentyńczycy grali na wysokim poziomie. Zaprezentowali bardzo dobrą, twardą obronę i udowodnili, że są drużyną, z którą trzeba się liczyć. 

Rozszerzenie formatu Tri Nations było dobrym pomysłem. Turniej stał na wysokim poziomie. Argentyńczycy wnieśli wiele świeżości, mecze były ciekawe i emocjonujące. Niestety w przeciwieństwie do znakomitej postawy południowoamerykańskich rugbistów, część argentyńskich fanów nie dorosła do uczestniczenia w widowiskach najwyższej klasy. Podczas meczu z Australią na trybunach znaleźli się kibice, którzy próbowali utrudniać kopy na bramkę przyjezdnym zawodnikom, świecąc laserem w piłkę lub oczy kopiących. Takie zachowanie nie przystoi kibicom rugby i nie może być tolerowane. Był to jedyny niesmak zakończonego turnieju. Przewodniczący SANZAR zapowiedział, że temat zostanie poruszony z Argentyńskim Związkiem Rugby. Mam nadzieję, że w przyszłości pozwoli to uniknąć podobnych incydentów.

wtorek, 2 października 2012

Nowa Zelandia mistrzem Rugby Championship

Mimo że do zakończenia Rugby Championship pozostała jeszcze jedna runda, ekipa All Blacks już teraz może świętować zwycięstwo w turnieju. Nowa Zelandia zapewniła sobie puchar, w znakomitym stylu pokonując Argentynę 15:54. Mecz w La Plata, w Ameryce Południowej był zdecydowanie najlepszym występem All Blacks w tym roku.  Wszystkim, którzy nie mieli okazji obejrzeć tego spotkania, gorąco polecam nadrobić zaległości. 

Mistrzowie świata zdobyli aż siedem przyłożeń, Pumy odpowiedziały dwoma. Mecz rozpoczął się od pięknych punktów Argentyny. Prowadzenie gospodarzy nie trwało jednak długo, już w piętnastej minucie goście wyszli na prowadzenie, którego nie oddali do końca spotkania. W pierwszej połowie przyłożenia zdobyli Aaron Smith, Cory Jane i Julian Sevea (2). Po zmianie stron, na polu punktowym rywali gościł jeszcze Ma'a Nonu oraz dwukrotnie Cory Jane, który zakończył mecz z hat-trickiem. Mimo że wszystkie punkty zdobyli gracze ataku, to cała drużyna grała na bardzo wysokim poziomie. Na szczególną uwagę zasłużył fenomenalny Kieran Read, który w pełni zasłużenie został wybrany najlepszym zawodnikiem. Drużyna All Blacks po raz kolejny udowodniła, że jest najwybitniejszym zespołem na świecie.

W drugim meczu reprezentacja RPA rozbiła osłabioną kontuzjami Australię 31:8 i awansowała na drugie miejsce w rankingu IRB. Drużyna Springboków zdecydowanie poprawiła grę w ofensywie. Bryan Habana przypomniał o swoim talencie i kolejny raz zapisał na koncie hat-trick przyłożeń. Za tydzień rugbistów Południowej Afryki czeka o wiele trudniejsze zadanie. Ich rywalem będą niezwyciężeni od piętnastu spotkań All Blacks. W drugim meczu, głodna sukcesu Argentyna podejmie osłabioną Australię.

niedziela, 23 września 2012

Co się stało z Sale Sharks?

Co się stało z Sale Sharks? To pytanie zadaje sobie większość kibiców rugby w Manchesterze i północno-zachodniej Anglii. Klub, któremu przed sezonem towarzyszył duży szum medialny, klub, który do składu ściągnął gwiazdy wielkiego formatu takie jak Richie Gray, Danny Cipriani czy Andy Powell, po czterech kolejkach jest największym zaskoczeniem w Aviva Premiership. Niestety zaskoczeniem negatywnym.

Sale Sharks przystępowali do sezonu z wielkimi ambicjami. Mieli walczyć o miejsce w pierwszej czwórce Aviva Premiership i dołączyć do elity klubów europejskich. Apetyty kibiców zostały mocno podsycone, wykonano ogromną pracę, by zbudować silny wizerunek medialny. Tym większe jest rozczarowanie fanów dotyczące formy ich ulubieńców. Po czterech kolejkach zespół jako jedyny przegrał wszystkie cztery mecze i zajmuje ostatnie miejsce w tabeli. O ile porażki z silnymi ekipami Exeter, Saracens czy Harlequins można w pewien sposób usprawiedliwić, to przegrana na własnym stadionie z beniaminkiem ligi London Welsh była dotkliwym ciosem dla większości kibiców. 

Miałem wątpliwą przyjemność obserwować ten mecz na żywo. Niestety podobnie jak inni kibice srogo się zawiodłem. Po pierwsze nowy Salford City Stadium, mimo że jest dobrym nowoczesnym obiektem, ma jedną olbrzymią wadę. Dojazd do stadionu to prawdziwy koszmar! Podróż komunikacją miejską z centrum miasta zajęła mi prawie 2 godziny. Niewiele lepiej wyglądała wyprawa samochodami innych kibiców, którzy podobnie jak autobusy utknęli w gigantycznym korku. Kolejną wadą są ceny biletów. O ile najtańsze miejsca w cenie 15 funtów zostały wyprzedane w komplecie, to droższe sektory za 33 i 45 funtów świeciły pustkami. Mecz zgromadził tylko 7500 kibiców, którzy nie mieli zbyt wielu powodów do radości. Już po 10 minutach gospodarze przegrywali 0:13. 

Mimo że początek nowego sezonu okazał się dla zespołu fatalny, mam nadzieję, że drużyna pokaże charakter i że problemy, z którymi boryka się obecnie zostaną szybko rozwiązane. Podobnie jak większość fanów Sharksów gorąco wierzę, że zespół złapie wiatr w żagle a Salford City Stadium stanie się prawdziwą fortecą północnej Anglii. 


środa, 19 września 2012

Rugby Championship - runda 4

Krótkie podsumowanie czwartej rundy Rugby Championship.

Ekipa All Blacks, mimo dosyć przeciętnej jak na ten zespół gry, odniosła kolejne zwycięstwo. Nowa Zelandia pokonała RPA 21:11. Wynik spotkania mógł być zupełnie inny, Springboks mieli dużą szansę na przerwanie 14-meczowej passy zwycięstw All Blacksów. Słaba skuteczność kopów na bramkę przesądziła jednak o zwycięstwie gospodarzy. Rugbiści z RPA wykorzystali jedynie dwie z dziewięciu prób. Zawodnikiem, który w mojej opinii zasłużył na specjalne wyróżnienie jest kapitan Richie McCaw, który po raz kolejny zaprezentował się znakomicie i udowodnił, że jest jednym z najlepszych graczy trzeciej linii na świecie.

W drugim spotkaniu Argentyna napędziła strachu drugiej drużynie rankingu IRB - Australii. Argentyńczycy byli o włos od odniesienia historycznego zwycięstwa. Pumy prowadziły 6:19 i rugbiści Wallabies musieli się mocno natrudzić żeby zniwelować stratę. Zdołali wyjść na prowadzenie dopiero na 10 minut przed zakończeniem spotkania. Jak wszystkie mecze z udziałem Argentyńczyków, także i ten obfitował w mocne fizyczne starcia oraz twardą obronę. Gratulacje dla ekipy z Ameryki Południowej, która znakomicie radzi sobie w trudnym środowisku i jest wymagającym rywalem dla najlepszych drużyn na świecie. Przy takiej postawie ich pierwsze zwycięstwo pozostaje jedynie kwestią czasu. Wynik końcowy 23:19.

niedziela, 9 września 2012

Rugby Championship - runda 3

Jesteśmy już na półmetku Rugby Championship. W trzeciej kolejce zdecydowanie największym zaskoczeniem była postawa Argentyny. Zespół z Ameryki Południowej, podobnie jak przed tygodniem, zagrał bardzo ambitnie i twardo w defensywie. Argentyńczycy wykorzystali trudne warunki atmosferyczne i byli w stanie prowadzić równorzędną walkę z potężną drużyną Nowej Zelandii. Ich skuteczna obrona,  wybiła z rytmu All Blacksów, którzy szczególnie w pierwszej połowie wydawali się być zaskoczeni agresywną grą przeciwnika. Po 40 minutach, Nowozelandczycy prowadzili zaledwie 6:5, a jedyne przyłożenie należało do Rodrigo Roncero. Po zmianie stron, doświadczeni mistrzowie świata znacznie poprawili swoją grę. Pozwoliło to na zwiększenie prowadzenia, dzięki dwóm szybkim przyłożeniom zdobytym przez skrzydłowych Juliana Savea i Cory’ego Jane'a. Końcowy wynik spotkania to  21:5.

W drugim meczu, Australia zwyciężyła RPA 26:19. Początkowo to ekipa Springboków przeważała na boisku. W 25. minucie rugbiści z RPA mieli dziesięciopunktową przewagę, prowadzili 3:13. Australijczycy nie są jednak drużyną, która łatwo się poddaje, jeszcze przed przerwą zaczęli odrabiać straty. W pięćdziesiątej piątej minucie Wallabies wyszli na trzypunktowe prowadzenie 16:13. W ostatnich minutach meczu Australijczycy przypieczętowali zwycięstwo dzięki przyłożeniu, które zdobył  Ben Alexander. Niestety wygrana została okupiona kilkoma kontuzjami. W turnieju nie zagra już jeden z liderów - Will Genia,  który  uszkodził więzadła kolana. 

Za tydzień Nowa Zelandia podejmuje RPA, a Australia Argentynę.