MyMenu1

niedziela, 13 kwietnia 2014

Przyszłość europejskiego rugby uratowana


Trwający dwa lata spór, który toczył się wokół elitarnych, europejskich rozgrywek klubowych dobiegł końca. Zainteresowane strony zdołały osiągnąć kompromis i wreszcie przedstawiły zgodny plan dotyczący przyszłości. Heineken Cup oraz Amlin Challenge Cup od przyszłego sezonu zostaną zastąpione przez trzy nowe turnieje.

Najważniejszy i najbardziej prestiżowy turniej będzie nazywał się European Rugby Champions Cup. Weźmie w nim udział 20 klubów. Pierwszych sześć zespołów z Aviva Premiership, pierwsze sześć z Top 14 oraz siedem z Pro12. O ostatnie miejsce walczyć będą siódma ekipa Aviva Premiership i siódma drużyna Top 14. W kolejnych sezonach do fazy play-off dołączą także ósmy i dziewiąty zespół Pro12 (lub dwa najwyżej sklasyfikowane, które nie zakwalifikowały się automatycznie).  Nowy turniej będzie trwał dziewięć tygodni. Drużyny zostaną podzielone na pięć grup składających się z czterech ekip. Zagrają mecz i rewanż – razem 6 spotkań. W ćwierćfinałach, do pięciu zwycięzców grup dołączą trzy najwyżej sklasyfikowane kluby, które zajęły drugie miejsca. Wygrani przejdą do półfinałów a kolejne zwycięstwo zagwarantuje miejsce w finale. Turniej będzie prowadzony przez nowopowstałe stowarzyszenie o nazwie European Professional Club Rugby z siedzibą w Szwajcarii, które zostało powołane na miejsce dotychczasowego European Rugby Cup. Kompromis osiągnęły również dwie konkurujące ze sobą korporacje zajmujące się m.in. transmisją meczów rugby – BT Sport oraz Sky Sports.

Szczebel niżej powstanie  European Rugby Challenge Cup, który zastąpi dotychczasowy Amlin Challenge Cup. Weźmie w nim udział 20 klubów – 18 z Aviva Premiership, Top 14 i Pro12 oraz dwa zespoły wyłonione z turnieju prowadzonego przez FIRA-AER.

Trzecim poziomem będzie Qualifying Competition – turniej, w którym wystąpi 8-12 drużyn z niżej sklasyfikowanych państw (tier 2) oraz kluby włoskie wybrane przez EPCR i FIRA-AER.

Umowa została podpisana na okres co najmniej ośmiu lat, gwarantuje to więc pewną stabilność. Zainteresowane strony, dziennikarze oraz eksperci wyrażają się bardzo pochlebnie o nowej strukturze. Przewidują, że rywalizacja w turniejach stanie się jeszcze lepsza i bardziej dramatyczna niż dotychczas, a mecze przyciągną więcej kibiców. Zmiany w dystrybucji profitów mają sprawić, że kluby zyskają znacznie więcej pieniędzy niż dotychczas. Przewidywania mówią o potencjalnym zysku 100 milionów funtów brytyjskich, jaki za pięć lat mają generować turnieje w przeciągu sezonu. Dla porównania Heineken Cup i Amlin Challenge Cup zarabiały „zaledwie” 44 miliony. 

Jak widać przyszłość elitarnych klubowych rozgrywek w Europie zapowiada się bardzo ciekawie. Jeśli organizatorzy zrealizują swoje plany to kto wie, może za jakiś czas będziemy mieli rugbowy turniej na skalę piłkarskiej Champions League. Co prawda, niektórzy eksperci wskazują na zagrożenie płynące ze zbyt dużej potęgi jakie mogą zyskać kluby sugerując, że w przyszłości rywalizacja klubowa może przyćmić reprezentacje narodowe – tak jak ma to miejsce w piłce nożnej. Scenariusz ten wydaje się jednak bardzo odległy. Póki co osiągnięty kompromis wydaje się satysfakcjonować wszystkie strony i co najważniejsze działać z korzyścią dla kibiców rugby w Europie.

niedziela, 6 kwietnia 2014

Clermont, Saracens, Munster i Toulon w półfinałach Heineken Cup


Starcia europejskich potęg w ćwierćfinałach Heineken Cup nie zawiodły. Ekipy Clermont Auvergne oraz Saracens, które wyszły zwycięsko z ciężkich meczów 1/8 finału, zmierzą się ze sobą w pierwszym półfinale, który odbędzie się 26 kwietnia na Twickenham. W drugiej parze – 27 kwietnia – wystąpią zespoły Munster oraz Toulon, które zagrają na Stade Velodrome w Marsylii. Poniżej przedstawiam krótką relację ze spotkań ostatniego weekendu.

Munster – Toulouse 47:23 (13:9)
Ekipa Munster w imponującym stylu pokonała czterokrotnych mistrzów Heineken Cup – zespół Toulouse. Pierwsza połowa zakończyła się prowadzeniem Irlandczyków 13:9 – jedyne przyłożenie zdobył Keith Earls. Po zmianie stron gospodarze odebrali przyjezdnym wszelką nadzieję na powrót. Zawodnicy Munster zdobyli aż pięć przyłożeń w drugiej połowie! Piłkę na polu punktowym rywali przykładali: Dave Kilcoyne, CJ Stander, Casey Laulala, Simon Zebo i Paul O’Connell. Ponad 26 000 kibiców zgromadzonych na Thomond Park obserwowało dobre widowisko. Starcie europejskich tytanów mogło się podobać, chociaż tak duża przewaga gospodarzy była pewnym zaskoczeniem. Munster i Toulouse to kluby, które rozegrały najwięcej meczów w Heineken Cup, przystępowały do ćwierćfinału mając na koncie odpowiednio 136 i 137 spotkań. Warto dodać, że ekipa z Limerick wystąpiła w 1/8 finału już piętnasty raz. Tradycyjnie zespół Munster oparł swoją grę na silnej formacji młyna, perfekcyjnie wykorzystując maule. Gospodarze wyraźnie przeważali niemal przez całe spotkanie. Prowadzenie zdobyte w 5. minucie praktycznie nie było zagrożone, a gra w drugiej połowie zasługuje na słowa najwyższego uznania. W pomeczowym wywiadzie Paul O’Connell powiedział: – To był jeden z tych dni, gdy wszystko układa się po naszej myśli. Każdy z nas zagrał rewelacyjnie. Strata dwóch przyłożeń była lekkim rozczarowaniem, ale kiedy gra się z drużynami takimi jak Toulouse, jest to nieuniknione.

Składy:
Munster: 15 Felix Jones, 14 Keith Earls, 13 Casey Laulala, 12 James Downey, 11 Simon Zebo, 10 Ian Keatley, 9 Conor Murray, 8 James Coughlan 7 Tommy O’Donnell, 6 Peter O’Mahony ©, 5 Paul O’Connell, 4 Dave Foley, 3 BJ Botha, 2 Damien Varley, 1 Dave Kilcoyne.
16 Duncan Casey, 17 John Ryan, 18 Alan Cotter, 19 Donncha O’Callaghan, 20 CJ Stander, 21 Duncan Williams, 22 JJ Hanrahan, 23 Gerhard van den Heever.

Toulouse: 15 Maxime Médard, 14 Yoann Huget, 13 Florian Fritz, 12 Gaël Fickou, 11 Hosea Gear, 10 Luke McAlister, 9 Jano Vermaak, 8 Louis Picamoles, 7 Joe Tekori, 6 Yacouba Camara, 5 Patricio Albacete, 4 Yoann Maestri, 3 Yohan Montes, 2 Christopher Tolofua, 1 Gurthro Steenkamp.
16 Jaba Bregvadze, 17 Schalk Ferreira, 18 Cyril Baille, 19 Romain Millo-Chluski, 20 Gillian Galan, 21 Jean-Marc Doussain, 22 Lionel Beauxis, 23 Clement Poitrenaud.

Punkty zdobyli:
dla Munster:
Przyłożenia: Earls, Kilcoyne, Stander, Laulala, Zebo, O’Connell
Podwyższenia: Keatley 4
Karne: Keatley 3
dla Toulouse:
Przyłożenia: Gear, Tekori
Podwyższenia: Beauxis 2
Karne: McAlister 3


Clermont Auvergne – Leicester Tigers 22:16 (19:7)
Francuska forteca Parc des Sports Marcel Michelin pozostała niezdobyta. Rugbiści Clermont Auvergne są niepokonani na własnym stadionie od 75 meczów! Przyłożenie Wesleya Fofany oraz celne kopy Morgana Parry dały gospodarzom prowadzenie 16:0. Goście odpowiedzieli akcją za siedem, jednak Parra jeszcze przed przerwą trafił czwartego karnego i pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 19:7 dla Clermont. Po zmianie stron angielski zespół pokazał prawdziwy charakter. Zawodnicy Tigers zmniejszyli stratę do trzech punktów – w 60. minucie było 19:16. Mimo ambitnej gry, przyjezdnym nie udało się wykraść zwycięstwa, a piąty celny karny, którego egzekutorem był Parra, ustalił wynik spotkania na 22:16.

Składy:
Clermont: 15 Jean-Marcellin Buttin, 14 Noa Nakaitaci, 13 Aurelien Rougerie ©, 12 Wesley Fofana, 11 Naipolioni Nalaga, 10 Brock James, 9 Morgan Parra, 8 Fritz Lee, 7 Damien Chouly, 6 Julien Bonnaire, 5 Nathan Hines, 4 Jamie Cudmore, 3 Davit Zirakashvili, 2 Benjamin Kayser, 1 Thomas Domingo.
16 Ti’i Paulo, 17 Vincent Debaty, 18 Clément Ric, 19 Julien Piere, 20 Alexandre Lapandry, 21 Thierry Lacrampe, 22 Mike Delany, 23 Benson Stanley.

Leicester: 15 Matthew Tait, 14 Blaine Scully, 13 Manu Tuilagi, 12 AnthonyAllen, 11 Niki Goneva, 10 Owen Williams, 9 Ben Youngs, 8 Jordan Crane, 7 Julian Salvi, 6 Jamie Gibson, 5 Ed Slater ©, 4 Louis Deacon, 3 Logovi’i Mulipola, 2 Tom Youngs, 1 Marcos Ayerza.
16 Rob Hawkins, 17 Boris Stankovich, 18 Fraser Balmain, 19 Graham Kitchener, 20 Thomas Waldrom, 21 David Mele, 22 Toby Flood, 23 Scott Hamilton.

Punkty zdobyli:
dla Clermont:
Przyłożenia: Fofana
Podwyższenia: Parra
Karne: Parra 5
dla Leicester:
Przyłożenia: Crane
Podwyższenia: Williams
Karne: Williams 3


Ulster – Saracens 15:17 (9:5)
Dramatyczny przebieg miał mecz na Ravenhill. Już w piątej minucie spotkania, za niebezpieczny atak w powietrzu, czerwoną kartką ukarany został obrońca Ulster – Jared Payne. Mimo osłabienia gospodarze grali bardzo ambitnie i byli o włos od historycznego zwycięstwa. W pierwszej połowie przyłożenie dla Saracens zdobył Chris Ashton, ale trzy celne karne Ruana Pienaara sprawiły, że to Irlandczycy schodzili na przerwę prowadząc. Po zmianie stron goście przykładali piłkę na polu punktowym rywala jeszcze dwukrotnie. Najpierw „piątkę” zaliczył Mouritz Botha, a później Chris Ashton, dwa punkty z podwyższenia dołożył Owen Farrell. Paddy Jackson odpowiedział dwoma karnymi i na osiem minut przed końcem przewaga gości wynosiła zaledwie dwa punkty. Mimo starań miejscowej drużyny, wspieranej dopingiem prawie 17 000 kibiców, wynik nie uległ zmianie. Po meczu trener drużyny Saracens Mark McCall wyrażał się bardzo pochlebnie o przeciwnikach. Przyznał, że jego drużyna miała dużo szczęścia wychodząc z pojedynku zwycięsko. Powiedział, że zespół Ulster zasłużył na olbrzymi szacunek, oprócz niezwykłego zaangażowania podczas gry w osłabieniu, zawodnicy wykazali się rewelacyjnym dostosowaniem taktyki do nowej sytuacji.

Składy:
Ulster: 15 Jared Payne, 14 Andrew Trimble, 13 Darren Cave, 12 Luke Marshall, 11 Tommy Bowe, 10 Paddy Jackson, 9 Ruan Pienaar, 8 Nick Williams, 7 Chris Henry, 6 Roger Wilson, 5 Dan Tuohy, 4 Johann Muller (c), 3 John Afoa, 2 Rory Best, 1 Tom Court.
16 Rob Herring, 17 Andrew Warwick, 18 Ricky Lutton, 19 Iain Henderson, 20 Stephen Ferris, 21 Robbie Diack, 22 Paul Marshall, 23 Craig Gilroy.

Saracens: 15 Alex Goode, 14 Chris Ashton, 13 Duncan Taylor, 12 Brad Barritt, 11 David Strettle, 10 Owen Farrell, 9 Richard Wigglesworth, 8 Ernst Joubert, 7 Jacques Burger, 6 Billy Vunipola, 5 Mouritz Botha, 4 Steve Borthwick (c), 3 James Johnston, 2 Schalk Brits, 1 Mako Vunipola.
16 Jamie George, 17 Richard Barrington, 18 Matt Stevens, 19 Eoin Sheriff, 20 Kelly Brown, 21 Neil de Kock, 22 Charlie Hodgson, 23 Chris Wyles.

Punkty zdobyli:
dla Ulster:
Karne: Pienaar 3, Jackson 2
dla Saracens:
Przyłożenia: Ashton 2, Botha
Podwyższenia: Farrell


Toulon – Leinster 29:14 (6:6)
Obrońcy tytułu – zespół Toulon – okazał się za mocny dla Irlandczyków z Leinster. Pierwsza połowa zakończyła się remisem 6:6. Dwa karne dla Toulon trafił Jonny Wilkinson, który z powodu kontuzji musiał opuścić boisko w 28. minucie. Jimmy Gopperth zrewanżował się celnymi kopami dla przyjezdnych. Mimo utraty Wilkinsona gospodarze radzili sobie bardzo dobrze. Po zmianie stron przewaga francuskiej ekipy zaczęła przekładać się na zdobycz punktową. Obowiązki kopacza przejął Matt Giteau, który zdobył 10 punktów z podstawki, a przyłożenia zaliczyli Xavier Chiocci oraz Drew Mitchell. Goście zdołali co prawda przedrzeć się na pole punktowe rywala – „piątkę” na swoim koncie zapisał Jordi Murphy – ale było już zdecydowanie za późno, by odmienić losy spotkania.

Składy:
Toulon: 15 Delon Armitage, 14 Drew Mitchell, 13 Mathieu Bastareaud, 12 Matt Giteau, 11 David Smith, 10 Jonny Wilkinson, 9 Sebastian Tillous-Borde, 8 Steffon Armitage, 7 Juan Martín Fernández Lobbe, 6 Juan Smith, 5 Jocelino Suta, 4 Danie Roussouw, 3 Carl Hayman, 2 Craig Burden, 1 Xavier Choicci.
16 Jean-Charles Orioli, 17 Florian Fresia, 18 Martin Castrogiovanni, 19 Virgile Bruni, 20 Bryan Habana, 21 Maxime Mermoz, 22 Michael Claassens, 23 Konstantine Mikautadze.

Leinster: 15 Rob Kearney, 14 Fergus McFadden, 13 Brian O'Driscoll, 12 Gordon D'Arcy, 11 Dave Kearney, 10 Jimmy Gopperth, 9 Eoin Reddan, 8 Jamie Heaslip (c), 7 Shane Jennings, 6 Rhys Ruddock, 5 Mike McCarthy, 4 Devin Toner, 3 Mike Ross, 2 Richardt Strauss, 1 Cian Healy.
16 Sean Cronin, 17 Jack McGrath, 18 Martin Moore, 19 Leo Cullen, 20 Jordi Murphy, 21 Isaac Boss, 22 Ian Madigan, 23 Zane Kirchner.

Punkty zdobyli:
dla Toulon:
Przyłożenia: Choicci, Mitchell
Podwyższenia: Giteau 2
Karne: Wilkinson 2, Giteau 2, D Armitage
dla Leinster:
Przyłożenia: Murphy
Karne: Gopperth 3

wtorek, 1 kwietnia 2014

Pierwsze zwycięstwo Worcester Warriors


Do końca sezonu zasadniczego Aviva Premiership pozostały już tylko cztery rundy. Kibice nie mogą jednak narzekać na brak emocji. Angielska liga jest w tym sezonie bardzo ciekawa. W 18. kolejce doszło do kilku niespodzianek. Jedną z nich było pierwsze zwycięstwo rugbistów Worcester Warriors. Ostatnia ekipa w tabeli zmniejszyła stratę do Newcastle Falcons i zachowała szanse na pozostanie wśród elity. Poniżej krótkie podsumowanie każdego z meczów.

Bath – Sale Sharks 11:12
Mimo że faworytem meczu byli gospodarze, to przyjezdni okazali się lepsi. Sale Sharks zwyciężyli swój piąty z sześciu ostatnich meczów wyjazdowych. Wszystkie punkty dla gości zdobył rewelacyjny Danny Cipriani. Ekipa Steve'a Diamonda jest w bardzo wysokiej formie (przed tygodniem pokonała Northampton Saints) i stoi przed szansą na awans do fazy play-off. Mecz był bardzo wyrównany, obie strony zaprezentowały twardą obronę. Rugbistom z Manchesteru sprzyjało szczęście, bowiem gospodarze mieli niejedną okazję, by odebrać im zwycięstwo w ostatnich minutach. Najpierw podwyższenie George’a Forda okazało się minimalnie niecelne, później zawodnicy Bath dwukrotnie próbowali zdobyć punkty z dropgola. Pierwszy kop został nakryty, a po drugim piłka poszybowała obok bramki.

Exeter Chiefs – Gloucester 13:14
Dramatyczny przebieg miało spotkanie na Sandy Park. W 46. minucie goście prowadzili 8:14. Taki wynik utrzymał się aż do 80. minuty. Pod koniec meczu dwóch zawodników formacji młyna ekipy Gloucester zostało ukaranych żółtymi kartkami, a gospodarze zdołali wykorzystać tę przewagę w ostatnich sekundach. Podczas gdy gra toczyła się do „martwej piłki” Don Armand zdołał przedostać się na pole punktowe rywali i zdobyć przyłożenie. Gareth Steenson stanął przed próbą podwyższenia i odebrania zwycięstwa przyjezdnym jednak jego kop okazał się niecelny. Co ciekawe, rok temu mecz tych samych ekip miał bardzo podobny finał, ale wtedy gospodarze trafili i zwyciężyli 40:39. 

Harlequins – London Irish 23:9
Do składu Harlequins powrócili reprezentanci Anglii: Mike Brown, Chris Robshaw i Danny Care, którzy nie grali tydzień temu. Mimo wzmocnienia gospodarze musieli się sporo natrudzić, aby zwyciężyć na Twickenham Stoop. Do przerwy wygrywali zaledwie 10:9 i dopiero przyłożenia w ostatnich 10 minutach przypieczętowały sukces. Quins nie zdołali jednak zdobyć punktu bonusowego i ich awans do fazy play-off stoi pod dużym znakiem zapytania, zwłaszcza po zaskakującym sukcesie Sale na Recreation Ground.

London Wasps – Saracens 20:32
Niedawno pisałem o innowacyjnych rozwiązaniach Saracens. Tym razem drużyna spędziła trzy dni w Nowym Jorku, gdzie zawodnicy mogli nieco odetchnąć, zapominając o ciążącej na nich presji. Przed meczem odbył się tylko jeden trening, ale jak się okazało, ta nietypowa strategia była skuteczna. Saracens bez większych problemów zwyciężyli w wyjazdowym meczu London Wasps. Zdobyli przy tym cztery przyłożenia i powiększyli przewagę nad wiceliderem tabeli do siedmiu punktów. Na szczególne wyróżnienie zasłużył młynarz gości Jamie George, który przykładał piłkę na polu punktowym rywali dwukrotnie.

Northampton Saints – Leicester Tigers 16:22
Rugbiści Leicester Tigers zdążyli już przyzwyczaić kibiców do faktu, że im bliżej końca sezonu tym ich gra staje się lepsza. Jak zawsze derby regionu East Midlands dostarczyły sporo emocji. Niemal przez całe spotkanie utrzymywał się wynik kontaktowy, a Tigers kończyli mecz w trzynastu, ponieważ dwóch zawodników zostało odesłanych na ławkę kar. Mecz był pojedynkiem kadrowych centrów Manu Tuilagiego i Luthera Burrella. Obaj zawodnicy byli mocnym punktem swoich drużyn. Tigers zwiększyli serię zwycięstw nad Saints do dziesięciu spotkań.

Newcastle Falcons – Worcester Warriors 12:17
Rugbiści Worcester wreszcie przełamali ciążące nad nimi fatum. Po 22 z rzędu porażkach, w końcu mogli cieszyć się ze zwycięstwa. Od ostatniej wyjazdowej wygranej Warriors w lidze minęły już ponad dwa lata. Mecz był bardzo wyrównany, jeszcze w 70. minucie tablica wyników pokazywała remis. Kluczowym dla zwycięstwa okazało się przyłożenie, które zdobył skrzydłowy Josh Drauniniu. Strata Worcester do Newcastle wynosi teraz dziewięć punktów. Warriors potrzebują więc jeszcze co najmniej dwóch zwycięstw, aby uchronić się przed spadkiem.

wtorek, 25 marca 2014

Pięciu braci zadebiutuje w reprezentacji!


Rugby jest sportem, który często przyciąga na boisko całe rodziny. Większość z nas bez problemu wymieni co najmniej kilku braci grających razem w polskiej lidze. Jeszcze łatwiej znaleźć synów trenerów lub byłych zawodników, którzy zarazili się pasją do owalnej piłki i kontynuują przygodę ich ojców. Sytuacja wygląda podobnie również na profesjonalnym poziomie. Łącznik ataku reprezentacji Anglii – Owen Farrell – to syn trenera Andy’ego Farrella, który jest w sztabie szkoleniowym Stuarta Lancastera. Powszechnie znane są również „klany” Armitage czy Tuilagi, które wychowały bardzo utalentowanych zawodników światowego formatu. Podobnych przykładów można z łatwością znaleźć znacznie więcej, ale wkrótce dojdzie do wydarzenia, które przyćmi wszystkie pozostałe.

Aż pięciu braci ma szansę zadebiutować w reprezentacji Słowenii, która 12 kwietnia zagra z Bułgarią. Jack, Max, Archie, George i Frankie Skofic, których dziadek wyemigrował ze Słowenii po zakończeniu II wojny światowej, urodzili się i mieszkają w Anglii. Grają w lokalnym klubie Tarleton RUFC w hrabstwie Lancashire. Ich ojciec Jonathan Skofic prężnie działał w kręgach amatorskiego rugby, był zasłużonym i szanowanym działaczem, pomógł założyć klub w Tarleton. Jego marzeniem było zagrać z synami w jednej drużynie. Niestety tragiczna śmierć pokrzyżowała te plany. Pięciu braci (w wieku od 18 do 28 lat) wystąpiło już razem na turnieju siódemek Skofic 7, który został zorganizowany dla uczczenia pamięci po ich ojcu. Ich wspólny debiut w reprezentacji kraju będzie pierwszym tego typu wydarzeniem w historii. Trwają już przygotowania do wpisania go do Księgi Rekordów Guinnessa. Bracia są bardzo zdeterminowani, każdy z nich chce występować w pierwszej XV, a jak dotąd zbierają bardzo pozytywne opinie od trenerów. Powodzenia!

poniedziałek, 24 marca 2014

Rekord świata na Wembley!


Hitem 17. rundy Aviva Premiership było starcie Saracens z Harlequins. Mecz rozgrywany na Wembley obejrzało 83 889 kibiców! Jest to nowy rekord świata, bowiem nigdy dotąd klubowy mecz rugby nie zgromadził na trybunach tak licznej widowni. Sarries zwyciężyli zdobywając bonusowy punkt za przyłożenia i odzyskali fotel lidera, wyprzedzając Northampton Saints. W ostatnich latach Saracens wykonali niesamowitą pracę, zmieniając klub w światowej klasy potęgę zarówno na boisku, jak i pod względem zaplecza finansowego. Dziesięć sezonów temu na ligowe spotkanie tych samych drużyn przyszło zaledwie 6380 kibiców. Sobotni mecz był jedenastym występem Saracens na Wembley w przeciągu czterech lat. Klub przoduje pod względem innowacyjnych rozwiązań i przyciąga coraz więcej fanów, a jego marka staje się coraz bardziej znana na całym świecie. Do ciekawych rozstrzygnięć doszło również w innych meczach Aviva Premiership. Poniżej krótkie podsumowanie każdego ze spotkań.

Worcester Warriors – London Wasps 11:13
Zajmujący ostatnie miejsce w tabeli zespół Worcester ambitnie walczy o pozostanie w szeregach elity. Kilka razy w tym sezonie był o włos od cennego zwycięstwa. Tym razem serca kibiców na Sixways złamał zespół London Wasps. W 80. minucie gospodarze prowadzili 11:6, jednak w ostatniej akcji meczu goście zdołali przyłożyć piłkę na polu punktowym, a podwyższenie trafił były zawodnik Worcester – Andy Goode. Była to 22 z rzędu ligowa porażka Warriors. Do zakończenia sezonu pozostało pięć spotkań i teoretycznie Worcester nadal ma szansę utrzymać się w lidze. Po tej dramatycznej przegranej zadanie stało się jednak dużo trudniejsze, bowiem zawodników Deana Ryana czekają m.in. wyjazdowe starcia z Bath i Saracens. W następnej rundzie Warriors zagrają z przedostatnim zespołem – Newcastle Falcons – i jeśli nie zdołają wygrać ich los zostanie praktycznie przesądzony.

Sale Sharks – Northampton Saints 19:6
Do największej niespodzianki doszło na AJ Bell Stadium, gdzie Sale Sharks pokonali lidera tabeli – Northampton Saints. W szeregach Saints wystąpili utalentowani gracze, których niedawno podziwialiśmy w Six Nations: Luther Burrell, George North, Dylan Hartley, Courtney Lawes. Gospodarze nie zlękli się przeciwnika i narzucili własny styl gry. Zdobyli trzy przyłożenia w pierwszej połowie, a ich autorami byli: Mark Cueto, Marc Jones i Tom Brady, zaś Cipriani dołożył cztery punkty z podwyższeń Goście zrewanżowali się tylko sześcioma punktami z karnych i pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 19:6. Kolejny raz świetne zawody zagrał Danny Cipriani, którego zobaczymy prawdopodobnie w reprezentacji Anglii podczas jesiennych testmeczów. Tradycyjnie Sale wykorzystali swoją najgroźniejszą broń – maul autowy, ale o sukcesie zadecydowała rewelacyjna obrona. Goście starali się przedrzeć przez linie defensywne rywali przez całą drugą część spotkania, jednak Sale Sharks zademonstrowali doskonałą skuteczność i nie pozwolili ekipie Saints na odrobienie strat. Zwycięstwo drużyny z Manchesteru pozwala im realnie myśleć o zajęciu miejsca w pierwszej czwórce. Jak widać zespół jest w stanie pokonać każdego. Saints będą mieli okazję do rewanżu 3 kwietnia, kiedy to obie drużyny spotkają się ponownie – tym razem w ćwierćfinale Amlin Challange Cup.

Gloucester – Newcastle Falcons 40:33
Zupełnie inny przebieg miało spotkanie Gloucester z Newcastle. Obrona obu zespołów pozostawiała wiele do życzenia, w meczu zdobyto aż 10 przyłożeń! Gospodarze zyskali sporą przewagę – w 59. minucie prowadzili 37:7. Ostatnie 20 minut należało jednak do przyjezdnych. Goście zdobywali kolejne przyłożenia niemal co pięć minut. Ich ambicja została nagrodzona, Falcons wywieźli z Kingsholm dwa punkty bonusowe, powiększając przewagę nad Worcester Warriors do 12 punktów.

Saracens – Harlequins 39:17
Trener Harlequins zdecydował się dać odpocząć zawodnikom, którzy powrócili z występów w reprezentacji. Chris Robshaw, Danny Care i Mike Brown obserwowali zawody z trybun. Decyzja okazała się bardzo ryzykowna, zwłaszcza że Saracens wystawili bardzo mocny skład. Wysokie zwycięstwo Sarries nie jest więc wielkim zaskoczeniem. Ponad 83 000 kibiców zobaczyło pierwsze przyłożenie już w 9. minucie meczu, kiedy to Chris Ashton popisał się rajdem przez trzy czwarte boiska. W pierwszej połowie gospodarze przykładali piłkę na polu punktowym rywali jeszcze dwukrotnie i na przerwę schodzili z przewagą 17 punktów. Po zmianie stron dołożyli jeszcze dwie „piątki” i zanotowali zwycięstwo z bonusem. Dzięki wygranej Sale Sharks, Saracens powrócili na pozycję lidera, natomiast Harlequins spadli na szóste miejsce.

London Irish – Bath 23:44
Ponad 22 000 kibiców na Madejski Stadium połączyło obchody Dnia Świętego Patryka z występem London Irish. Radosna publiczność była świadkami wyrównanego starcia w pierwszej połowie. Po 40 minutach goście prowadzili 13:14. Po zmianie stron rugbiści Bath znacznie zwiększyli tempo. Gospodarze nie zdołali się do niego dostosować i przyjezdni systematycznie powiększali przewagę. Główną rolę odegrał George Ford, który znakomicie dowodził atakiem swojego zespołu, a na własnym koncie zapisał aż 24 punkty. Zwycięstwo umocniło Bath na trzecim miejscu w tabeli.

Leicester Tigers – Exeter Chiefs 45:15
W niedzielnym meczu Leicester Tigers zdeklasowali Exeter Chiefs. Pierwsze z sześciu przyłożeń gospodarzy zdobył Manu Tuilagi, który wyraźnie powrócił do formy po przerwie spowodowanej kontuzją. Oprócz niego piłkę przykładali także: Niki Goneva, Logovi’i Mulipola, Adam Thompstone i David Mele (dwukrotnie). Gospodarze przeważali przez całe spotkanie i zagrali jeden z najlepszych meczów w ostatnich kilku miesiącach. Zwycięstwo z bonusem oznacza, że Tigers zrównali się punktami z zajmującą trzecie miejsce drużyną Bath. Dodatkowym, miłym akcentem meczu był jubileusz Bena Youngsa. Łącznik młyna rozegrał swój setny mecz w barwach Leicester Tigers. Warto dodać, że takiego samego wyczynu dokonał jego ojciec Nick Youngs. Ben i Nick są dopiero drugą parą ojciec – syn, która zaliczyła po sto występów. Oprócz nich udało się to także Ianowi i Nickowi Smith. Gratulacje!

poniedziałek, 17 marca 2014

Six Nations: podsumowanie turnieju i wybór najlepszej XV.


Tegoroczna edycja Six Nations była niezwykle ekscytująca. Pora na krótkie podsumowanie i wybór najlepszej XV. W turnieju zdobyto aż 61 przyłożeń – o 24 więcej niż rok temu! Przed ostatnią rundą aż trzy drużyny miały szanse na zwycięstwo. Najlepiej zaprezentowały się ekipy Irlandii i Anglii, które z optymizmem mogą patrzeć na zbliżający się RWC 2015. 

Irlandczycy po pięciu latach przerwy zdobyli puchar, wygrywając niezwykle trudny mecz w Paryżu. Znakomity trener Joe Schmidt sprawił, że Irlandia ponownie stała się europejską potęgą. Już jesienne testmecze pokazały, że jego drużyna przeszła metamorfozę, a wygrana w Six Nations potwierdziła na co stać zespół. Brian O’Driscoll, który w pełni zasłużenie zdobył nagłówki gazet, rozegrał swój ostatni mecz w reprezentacji. Zawodnik-legenda, wzór do naśladowania dla kilku pokoleń rugbistów, odszedł ze sceny w pełni blasku, a do swojej pełnej sukcesów kariery dopisał kolejny tryumf. Gratulacje!

Mimo zakończenia turnieju na drugim miejscu, bardzo dobre wrażenie wywarła reprezentacja Anglii. Zdobywcy Potrójnej Korony zaprezentowali widowiskowe i skuteczne rugby. Stuart Lancaster dał szansę młodym zawodnikom, którzy w pełni ją wykorzystali. Ekipa grała bez tremy, mądrze taktycznie i bardzo odważnie. Lancaster ma teraz do dyspozycji grupę utalentowanych zawodników, którzy zdobyli cenne doświadczenie i potrafią wygrywać z najlepszymi. Rozwój reprezentacji Czerwonej Róży idzie w dobrym kierunku i pozwala optymistycznie patrzeć na zbliżający się Puchar Świata.

Walia straciła tytuł, przegrywając z Irlandią i Anglią i zajęła trzecie miejsce. Niektórzy eksperci zwracali uwagę na zmęczenie zawodników po tourne British and Irish Lions – być może istotnie miało to wpływ na walijskie gwiazdy. Moim zdaniem największym problemem była jednak nierówna forma. Mimo przegranej podopieczni Warrena Gatlanda nadal stanowią elitę europejskiego rugby i na pewno nie należy ich lekceważyć. Potwierdzili to w ostatnim meczu demolując Szkocję aż 51:3.

Czwarte miejsce zajęła Francja, która tradycyjnie była nieprzewidywalna. W meczach z Walią czy Szkocją trójkolorowi grali bardzo słabo, ustępując rywalom niemal pod każdym względem. Z drugiej strony ich występy w Paryżu były wystarczająco dobre, by pokonać Anglię i Włochy oraz omal nie pozbawić Irlandii wygranej w turnieju. Drużyna znajduje się w fazie metamorfozy, widać progres w stosunku do formy sprzed roku, ale do szczytu jeszcze daleko.

Reprezentacje Szkocji i Włoch nie zaliczą turnieju do udanych. Szkoci byli blisko pokonania Francji w Edynburgu, jednak pozwolili sobie odebrać zwycięstwo. Zdołali co prawda wykraść wygraną Włochom, unikając drewnianej łyżki, ale to zdecydowanie za mało. Na szczególne uznanie zasłużył David Denton, który był jednym z najlepszych zawodników trzeciej linii w turnieju. Jeśli chodzi o Włochów, to ostatnie miejsce i pięć porażek są regresem w stosunku do poprzednich występów. Mimo tego, kilku zawodników Azzurri pokazało, że ma prawdziwy talent i w przyszłości może zastąpić Sergio Parisse w roli lidera.


Poniżej przedstawiam najlepszą wg mnie XV turnieju. 

15. Mike Brown (Anglia) 
Zdobył najwięcej przyłożeń (4), przebiegł z piłką rekordową odległość (543 metrów), trzykrotnie został wybrany graczem meczu i moim zdaniem zasłużył na tytuł najlepszego zawodnika turnieju. Brown stanowił silną broń angielskiego ataku, stwarzając niebezpieczeństwo niemal za każdym razem, gdy był w posiadaniu piłki – pokonał 25 obrońców w starciu 1 na 1! Poza Brownem na wyróżnienie zasłużył Rob Kearney, który także jest w bardzo wysokiej formie.

14. Yoann Huget (Francja)
Najlepszy zawodnik w ekipie Francji – zdobył trzy przyłożenia, w tym kluczowe w meczach z Anglią i Szkocją. Znakomicie wykorzystał sytuacje, które mu się nadarzyły. Poza nim imponującą formę prezentował irlandzki skrzydłowy Andrew Trimble.

13. Brian O’Driscoll (Irlandia)
15 lat w koszulce Irlandii, 141 meczów międzypaństwowych i zaangażowanie na 100%. Brian O’Driscoll był kluczowym zawodnikiem w irlandzkim ataku. Dwukrotnie wybrany najlepszym graczem meczu, zaimponował wysoką równą formą i zdolnością kreowania przewagi. Drugim godnym uwagi centrem był Luther Burrell z Anglii.

12. Jamie Roberts (Walia)
Dobre występy we wszystkich meczach, dwa przyłożenia na koncie. Roberts był mocnym elementem walijskiego ataku. Bardzo dobrze zagrał również Billy Twelvetrees, który znakomicie rozumiał się z Brownem, stwarzając wiele niebezpiecznych sytuacji w ofensywie.

11. George North (Walia)
Trudno uwierzyć, że North ma dopiero 21 lat i zdążył już zdobyć 20 przyłożeń dla Walii. Skrzydłowy zagrał bardzo skutecznie, stwarzał wiele problemów defensywie przeciwników. Zdobył trzy przyłożenia i pokonał 16 obrońców w sytuacjach 1 na 1.

10. Jonathan Sexton (Irlandia)
Zdobył najwięcej przyłożeń (4) i najwięcej punktów (66), rewelacyjnie prowadził grę irlandzkiej ekipy. Sexton jest w bardzo wysokiej formie i był kluczowym graczem w składzie Joe Schmidta. Na słowa uznania zasłużył także Owen Farrell, który dobrze spisywał się w drużynie Anglii, imponując zwłaszcza wysoką skutecznością kopów na bramkę.

9. Danny Care (Anglia)
Angielski łącznik ataku grał bardzo mądrze. Perfekcyjnie wykorzystywał możliwość rozegrania szybkiego karnego. To on był odpowiedzialny za szybkie tempo gry. Zdobył dwa przyłożenia, zaliczył dwie asysty i trafił dwa dropgole. 

1. Cian Healy (Irlandia)
Znakomicie spisywał się w młynach zwartych, był bardzo mobilny. Zdobył przyłożenie. Trudny do zatrzymania. Na uwagę zasłużył również Joe Marler, jednak Healy był zdecydowanie najlepszy na pozycji lewego filara.

2. Dylan Hartley (Anglia)
Niemal bezbłędne wrzuty do autu. Często angażował się w grę ofensywną, był trudny do zatrzymania. Hartley jest bez wątpienia w wysokiej formie. Na pozycji młynarza nieźle zaprezentowali się również Rory Best i Dimitri Szarzewski. 

3. Mike Ross (Irlandia)
Irlandzki filar spisywał się fantastycznie w młynach zwartych (Irlandczycy wygrali 89% własnych wrzutów). Ross, w przeciwieństwie do niektórych światowej klasy filarów, znakomicie przystosował się do nowych przepisów. Oprócz roli, jaką odgrywał w stałych fragmentach, był także silnym punktem zespołu w przegrupowaniach i grze ofensywnej.

4. Joe Launchbury (Anglia)
Angielscy wspieracze stanowili bardzo zgrany duet. Launchbury wykonywał świetną pracę w defensywie. Był bardzo aktywny w przegrupowaniach i wielokrotnie odzyskiwał piłkę. 

5. Courtney Lawes (Anglia)
Podobnie jak Launchbury, Lawes grał rewelacyjnie w defensywie, był również widoczny w akcjach ofensywnych swojego zespołu. Zawodnik skutecznie sterował angielskim autem, decydując o zagrywkach. Wygrał najwięcej autów w turnieju (28) i zabrał najwięcej piłek przy wrzucie przeciwnika. Oprócz niego na wyróżnienie zasłużył Paul O’Connell, który przyzwyczaił kibiców do wysokiego i równego poziomu.

6. Peter O’Mahony (Irlandia)
Rewelacyjny w przegrupowaniach – wygrał najwięcej piłek w rakach (7) mimo, że z powodu kontuzji zagrał tylko cztery mecze. Grał bardzo mądrze i bardzo ambitnie. Zawodnik znajdował się zawsze tam, gdzie był potrzebny. Wzór do naśladowania dla trzecioliniowców.

7. Chris Robshaw (Anglia)
Kapitan Anglii grał jak na lidera przystało. Dowodził swoją drużyną dając przykład. Robshaw miał bardzo udany turniej, zagrał pełne 400 minut, był wyróżniającym się zawodnikiem w ekipie Anglii. Zajął drugie miejsce pod względem wykonanych szarż (66). Na wyróżnienie zasługują również kapitan Walii Sam Warbuton oraz Irlandczyk Chris Henry.

8. Jamie Heaslip (Irlandia)
Na pozycji wiązacza było kilku wyróżniających się zawodników. Bardzo dobrze grał David Denton ze Szkocji, Sergio Parisse jak zwykle wiódł prym wśród Włochów. W ekipie Anglii imponującą formę zaprezentował Billy Vunipola. Mój wybór padł jednak na trzecioliniowca Irlandii. Heaslip zagrał każdą minutę z pięciu meczów, za każdym razem prezentując bardzo wysoką formę. Był neizwykle aktywny zarówno w defensywie, jak i ofensywie – atakował z piłką aż 65 razy – najwięcej w turnieju.